Obserwatorzy

poniedziałek, 27 marca 2017

KAWA - Pić czy nie pić?

Hej!

Dzisiaj będzie o kawie :)

Pijecie?



Ja pije i to nawet sporo, przyznam się. Nie wyobrażam sobie rozpocząć dnia bez małej czarnej. Potem po południu, po obiedzie.., no i przed wieczorem gdy do zrobienia jeszcze dużo, a mi się oczy zamykają. Pamiętam, że gdy byłam w ciąży, odstawiłam kawę całkowicie i bardzo to przeżyłam. Nie wiem czy to uzależnienie od kawy czy tylko przyzwyczajenie, ale nie mogłam się nigdy zebrać z rana. A tak, gdy rano budzi mnie zapach parzącej się kawy.. od razu humor lepszy! Od razu chce się żyć! ;)

Pić tą kawę czy nie pić?

Jak myślicie?

Jest wiele opinii na temat szkodliwości kawy i kofeiny na nasz organizm. Są też dobre opinie. Pamiętam jak kilka dni temu byłam w sklepie spożywczym, kupowałam kawę i sprzedawczyni zaczepiła mnie mówiąc:

"Pani to jest pewnie zdrowa jak koń! Tak często kupuje pani kawę, pewnie dużo jej pani pije..."

Zdziwiło mnie to stwierdzenie więc zapytałam, skąd takie wnioski..??

"A wie pani, przychodzi do mnie taka pani doktor, która też często kupuje kawę i ostatnio mi powiedziała, że ona nie zważa na to co piszą, że kawa szkodzi... bo to ponoć nieprawda. Prawda jest taka, że kawa niszczy komórki rakowe i jak ktoś pije dużo kawy to jest zdrowy jak koń!"

Rozbawiło mnie to trochę, ale hmmm... pomyślałam sobie - pewnie coś w tym jest! :)
Informacji na temat szkodliwości kawy zaczęłam szukać w internecie i zobaczcie co znalazłam:

W prowadzonych badaniach nad wpływem kofeiny na organizm człowieka, rozpatruje się działanie fizjologiczne kawy, gdyż kofeinę uznaje się za najważniejszą substancję odpowiedzialną za jej działanie. W piśmiennictwie ostatnich lat pojawiło się wiele analiz, na ile kawa stanowi dla organizmu zagrożenie, a na ile ochronę. Obserwuje się brak spójności w wynikach badań. W dużej mierze wynika to z obecności w kawie związków o przeciwstawnym działaniu na metabolizm. Poza tym wpływ kawy i kofeiny na zdrowie człowieka zależy od ilości, częstotliwości oraz rodzaju wypijanej kawy, zaburzeń stanu zdrowia i innych czynników ryzyka (np. nadciśnienie, palenie papierosów, osteoporoza, choroba refluksowa przełyku, choroba psychiczna, ciąża).

NIE PIĆ KAWY!

Kofeina w większych dawkach (powyżej 500-600 mg) wywołuje nadmierną pobudliwość, podniecenie, przyspieszone oddychanie, bezsenność (choć u niektórych ludzi wywołuje szybsze zasypianie…), uczucie niepokoju, bóle głowy i problemy żołądkowe.

PIĆ KAWĘ!

Jest składnikiem pomocniczym, stosowanym w wielu lekach, m.in. przeciwbólowych i przeciwmigrenowych, astmatycznych oraz przeciwgrypowych i przeciwzapalnych. W badaniach wykazano, że kofeina, występująca w lekach przeciwbólowych oraz przeciwgorączkowych, łącznie z kwasem acetylosalicylowym lub paracetamolem, wzmacnia ich działanie o około 40%! Z powodu aktywności stymulującej spalanie tkanki tłuszczowej oraz usuwanie toksyn z organizmu – jest częstym komponentem suplementów diety wspomagających odchudzanie. Stosuje się ją również w wielu kosmetykach, m.in. w kremach, szamponach i w peelingach antycellulitowych. Kofeina jest jedynym alkaloidem wykorzystywanym do produkcji środków spożywczych. Dodawana jest do wielu napojów, w tym energetycznych.
Uważa się, iż chroni również rośliny przed bakteriami, grzybami i insektami, dlatego może być traktowana jako naturalny pestycyd.
[Źródło: http://www.panacea.pl]


A wiecie co ja myślę?!

Kawę można spokojnie pić jeśli będziemy to robić w umiarkowanych ilościach, jeśli będziemy pić KAWĘ, a nie jakąś rozpuszczalną popierdółkę.

I jeszcze jedno! Jak już pijecie kawę to nie marnujcie fusów, tylko zróbcie sobie potem peeling i body-wrapping. Na cellulit będzie jak zalazł! :)
A jak ktoś się odchudza to przy okazji przypominam super przepis na KAWĘ Z MASŁEM! :)


A jakie jest wasze zdanie?

Pijecie kawę? :)


Read More




wtorek, 21 marca 2017

Sycąca pizza FIT i lekka sałatka, czyli jemy garściami i chudniemy! ;)

Hejka!

Dziś znowu postanowiłam zasypać Was przepisami :)

Stosujecie dietę garstkową? Jeszcze nie??? Czeeemu!? Dieta garstkowa jest świetna! Jak sama nazwa wskazuje jemy tylko tyle ile nam się zmieści w garści. Chociaż niektóre posiłki trudno jest zmieścić w garść to przecież można to sobie wizualizować, oj tam, nabierzecie wprawy z czasem! Zresztą polecam wam lekturę książki DIETA GARSTKOWA, tam macie wszystko wyjaśnione. Jemy 5 posiłków dziennie... oj, przeczytajcie sobie!



A co jemy? Przepisów w tej książce jest aż 140 to myślę, że znajdzie się coś co wam posmakuje :)

Zachęcam też do zaglądania na mojego bloga. Tak jak obiecywałam będę was motywować, będę wam podawać fajne przepisy - nie tylko z książki o diecie garstkowej. Ostatnio podam wam przepis na frytki z selera który wam się bardzo spodobał, dziś dwa pomysły na sycący obiad i lekką kolację :)

Ps. Było jeszcze zdjęcie śniadania, ale jak mi się młoda dorwała do komórki, to i zdjęcie dziwnym trafem zniknęło! Hahaha. Owsianka była - nie spodobała się chyba dziecku, brzydkie zdjęcie ;)

Pizza na owsianym spodzie




8 łyżek płatków owsianych

pół szklanki wrzątku

2 jajka

ulubione przyprawy

Płatki owsiane (koniecznie muszą być te drobne - błyskawiczne!) zalej wrzątkiem i poczekaj aż wchłoną wodę. Gdy wystygną dodaj jajka, przyprawy i wylej na okrągłą blaszkę. Piecz w tepmetarurze 190 stopni jakieś 40 minut.

Wyjmij blaszkę z pizzą na chwilę i ułóż na niej ulubione składniki. Moją pizzę pomagała mi robić córcia, która jak widać uwielbia kukurydze, więc... nie miałam wyboru, nie mogłam nie zjeść! ;)

Po ułożeniu składników na pizzy dajemy ją jeszcze na jakieś 10-15 minut do piekarnika, aby rozpuścił się ser.


Taka wersja pizzy jest świetna, bo dzięki płatkom owsianym można się dobrze najeść jedząc niewiele :)



Lekka sałatka z jajkiem sadzonym




To mój ostatni super patent na sytną kolację :)

Na talerzu układamy liście sałaty lub mix sałat, na tym ser pleśniowy pokrojony w małe kawałki, pomidorki suszone. Na tak przygotowaną sałatkę wylewam troszkę oliwy, zalewy z pomirodków lub sos vinegret jak kto woli. Sadzę jajko na patelni i VOILA! :)


PYSZNE! 

Ja swoje posiłki dzielę z córcią, dzięki temu wiem, że mniej zjem i dzięki temu moje dziecko je zdrowo tak jak mama :)



Inspiracji na dietetyczne posiłki możecie szukać w książce o diecie garstkowej. Aż 140 przepisów! Ja codziennie do niej zaglądam :)

Który przepis wam się bardziej podoba?! :)
Read More




czwartek, 16 marca 2017

Lubicie zdrowe frytki? To zaraz polubicie! :)

Nie wiem jak wy, ja czasami lubię sobie zjeść fryteczka. Niestety frytki ziemniaczane, szczególnie te smażone w głębokim oleju - nie są zdrowie. 

 A już na pewno nie są polecane nikomu kto się odchudza albo jest na diecie.

Słabo nie? :(

Na szczęście ludzka wyobraźnia nie zna granic i można sobie zrobić frytki, które będą zdrowe, a jednak nie tak kaloryczne jak ziemniaczane. W smaku..? Hmm - pyszne! Moim zdaniem te z głębokiego oleju niech się przy nich schowają!

Przedstawiam wam moją propozycję na zdrowe fryty:

TA DAAAAAM!

Frytki z selera!

Jedzcie do woli!

Bez wyrzeczeń, bez kaców moralnych, bez zbędnych kalorii!


FRYTKI Z SELERA





Wykonanie jest bardzo proste:

1. Obieracie i kroicie selera w słupki.



2. Do woreczka wlewacie łyżkę oleju, łyżkę papryki słodkiej w proszku (sól, pieprz inne ulubione przyprawy także miło widziane!). Wsypujecie selera i dokładnie mieszacie.



3. Wywalacie całość na blaszkę.



4. Pieczecie około 20-30 minut w zależności od piekarnika, aż będą chrupiące!



Delektujecie się smakiem! :)

I na koniec jeszcze ważna informacja o selerze!

Dlaczego warto jeść selera?

Seler to jedno z najmniej kalorycznych warzyw. Zawiera beta-karoten, witaminę E – zwana witaminą miłości. Seler posiada również: fosfor, wapń, potas, cynk, magnez, żelazo. Mało?!

Oto lista właściwości zdrowotnych selera:

oczyszcza organizm z toksyn,
pobudza przemianę materii,
usuwa uboczne efekty przemiany materii,
obniża ciśnienie tętnicze,
koi system nerwowy,
działa kojąco na obolałe stawy,
ułatwia trawienie,
likwiduje zaparcia,
działa moczopędnie,
polepsza pracę nerek,
polepsza pracę serca,
pomaga trawić tłuszcze.
[Źródło: portal.abczdrowie.pl]

-----------------------------------------

Pisałam wam niedawno o diecie garstkowej, jeśli jesteście żądni lekkich, smacznych przepisów to nie żałujcie kasy! Kupcie sobie książkę i chudnijcie zdrowo, bez wyrzeczeń! :)


Read More




poniedziałek, 13 marca 2017

Jak stracić kilogramy, nie tracąc przy tym włosów?

Hej!

Dzisiejszy post to post gościnny Gosi - Porady Herrbaty

Bardzo często dieta odchudzająca niesie ze sobą skutki uboczne w postaci osłabionych paznokci i wypadających włosów.  Dzieje się tak z powodu niedoboru składników mineralnych, które są odpowiedzialne za te właśnie funkcje w naszym organizmie.

Włosy dość szybko reagują na nieprawidłową dietę. Na nic zdadzą się drogie kosmetyki, ponieważ tutaj główną rolę odgrywa mieszek włosowy. Jeśli jest źle odżywiony, włosy wyrastają słabe i łamliwe, wypadają.



- Kiedy zauważymy pierwsze sygnały osłabienia włosów, warto wzbogacić dietę w białko i żelazo. Bez nich nasze włosy nie mają szans powrotu do formy, to podstawowe budulce naszej czupryny.

- Zioła takie jak skrzyp polny, czy pokrzywa bardzo dobrze wpływają na jakość włosa. Skrzyp polny bogaty jest w krzemionkę, natomiast pokrzywa w żelazo. Warto pić kilka kubków takich naparów w tygodniu.

- Warzywa strączkowe zawierają dużo białka, także żelazo i cynk. Są bogate i biotynę, której niedobór objawia się suchymi, łamliwymi włosami.

- Szpinak i brokuły to bardzo dobre źródło witaminy C i A, które są niezbędne do produkcji sebum. Jeśli go braknie, włosy stają się matowe i pozbawione blasku.



- Krzem wzmacnia włosy i przyspiesza ich wzrost. Znajdziemy go między innymi w płatkach owsianych, ryżu, czy otrębach.

- Oprócz dobrze zbilansowanej diety, wskazane są wcierki z ziół bądź olei. Dostarczą one potrzebnych składników bezpośrednio do mieszka, pobudzając i przyspieszając porost nowych włosów. Osobiście polecam wcierać przed myciem olej z czarnuszki, przynajmniej raz w tygodniu.




Pamiętajcie, aby odchudzać się z głową. Dobrze zbilansowana dieta to podstawa!
Read More




czwartek, 9 marca 2017

6 kolorów odchudzania czyli zestaw odchudzający HERBAL SLIM SYSTEM

Hej!

Ostatnio pisałam wam o mojej diecie garstkowej, dziś będzie o wspomagaczach odchudzania czyli o herbatkach Slim Herbal System.

Nie będę ukrywać, że jestem na etapie testowania całego zestawu herbatek, a że testować lubię...
A wy lubicie czytać o tym moim testowaniu, dlatego zachęcam was do dobrnięcia do końca artykułu i wypowiedzenia się!
Może znacie już ten produkt...
A może po przeczytaniu mojej opinii zechcecie poznać ;)
Kto wie!
Przeczytać na pewno warto i do tego zachęcam.

Zestaw herbatek Slim Herbal System wygląda tak:




Do paczki dołączony został list z podziękowaniem :


Oraz taka jakby instrukcja "obsługi" zestawu herbatek:


O co w tym wszystkim chodzi?


O odchudzanie rzecz jasna! 
O oczyszczanie!
O poprawę trawienia, samopoczucia i zdrowia :)

Jak dla mnie ten cały duży zestaw 6 herbatek, to plan odchudzania, który realizowany zgodnie z wytycznymi ma poprawić pracę jelit, poczynić detoks oraz sprawić, że odchudzanie będzie efektywniejsze i szybsze.

Nie od dziś wiadomo, że aby schudnąć trzeba dużo pić - i ten punkt mamy załatwiony, bo pijąc 6 herbatek ziołowych w ciągu dnia dostarczymy organizmowi taką ilość wody jaką potrzebuje.
Te herbatki to idealne rozwiązanie dla osób, które nienawidzą pić wody - czyli dla mnie. Nie lubię, nie znoszę i jeśli to robię to znaczy, że mocno się poświęcam. Zdecydowanie bardziej wolę własnie takie ziółka niż wodę - przynajmniej mają jakiś smak!
No własnie - jeśli o smakach już rozmawiamy herbatka niebieska jest obrzydliwa! Ale cóż - widocznie taka musi być.



Jak wygląda mój dzień z Herbal Slim?


Wstaje rano i pierwsze co robię to zaparzam dwie pierwsze herbatki czyli zieloną i czerwoną. Czemu tak? Bo jestem bałaganiara i przez pierwsze dwa dni nie mogłam się przyzwyczaić i zapamiętać tego, że mam wypić w ciągu dwóch godzin od przebudzania 2 herbatki.

Pierwszą herbatkę należy wypić między 8.00 a 10.00 - po śniadaniu.
Drugą między 10.00, a 12.00 - po drugim śniadaniu.

I kolejne, co 2 godziny, czyli herbatkę niebieską pijemy między 12.00, a 14.00, natomiast żółtą między 14.00, a 16.00.

Wieczorem zostaną nam do wypicia jeszcze dwie herbatki między 16.00, a 17.00 pomarańczowa i miedzy 18.00 a 21.00 fioletowa.

Każda z tych herbatek ma inne działanie. cały zestaw natomiast ma nam pomóc schudnąć.

Ja testuję ten zestaw od ponad tygodnia razem z mężem i już mam swoje zdanie na ten temat.

Oto moje spostrzeżenia



PLUSY :

* Herbatki, oprócz niebieskiej i fioletowej są całkiem smaczne.

* Fajne w tym zestawie jest to, że musimy wypić dużo płynu w ciągu dnia, a ja z tym mam zawsze problem. Mało piję w ciągu dnia, więc trudniej mi jest oczyścić organizm z toksyn i trudniej jest mi schudnąć.

* Zestaw został tak stworzony, by w każdej porze dnia maksymalnie wykorzystać możliwości naszego organizmu. Podkręcić metabolizm, oczyścić jelita, poprawić funkcjonowanie żołądka.

* To na pewno jeden z lepszych systemów wspomagających odchudzanie jaki ostatnio testowałam. Nie lubię tabletek bo brzmią mocno sztucznie, a zioła... czemu nie? I JEST NATURALNIE!

* Podczas picia tych herbatek wydaje mi się, że jadłam mniej, nie miałam takich napadów ssania wieczorami jak to zwykle u mnie bywa.

* Zauważyłam, że częściej niż zwykle latam do kibelka, także widać oczyszczanie organizmu działa, hehe

* No i na koniec muszę powiedzieć, że czuję się lekko, ale nie wiem czy to zasługa tego zestawu czy raczej tego, że zmieniłam odżywianie :)

Moja waga ani drgnęła, ale nie ma się czego spodziewać po tygodniu stosowania. Moim zdaniem to za krótko na jakiekolwiek efekty. Nie martwi mnie to, bo nie jestem zwolenniczką szybkiego chudnięcia, bo to się źle kończy: rozstępy, efekt jojo. Ja tam wolę powoli, ale skutecznie i na długo :)

Co do MINUSÓW:

* Na pewno nie jest to zestaw dla ludzi niezorganizowanych, szałaputowatych jak mój mąż. Zapominał pić herbatki, pomijał, mylił kolejność. Niestety ludzie zabiegani, zapracowani nie będą mieli czasu pilnować czasu spożywania ziółek.

* Nie każdą z tych herbatek pije się z przyjemnością, jak pisałam wyżej dwie z nich są obrzydliwe w smaku jak dla mnie, ale to też kwestia indywidualna. Mojemu mężowi akurat wszystkie smakowały.

Jak wam się podoba takie odchudzanie z Herbal Slim?
Skusilibyście się, by wypróbować taki zestaw?

Read More




środa, 8 marca 2017

Dieta garstkowa - wyzwanie!



No dobra, dosyć tego!

Od kilku dni, żeby nie powiedzieć tygodni, przymierzam się znowu do diety. Jak wiecie nie lubię diet, bo strasznie kojarzą mi się z ograniczeniami, ale cóż wiosna się zbliża powoli, a może nawet szybciej niż mi się wydaje i tak mocno mnie to motywuje, że chyba nie mam wyjścia! 

Przyszło mi znowu być na diecie! 

Możecie mi nie wierzyć, ale ja w sumie nie lubię się odchudzać. Nie lubię sobie nic odmawiać i nie lubię jeść niesmacznych rzeczy. Dlatego też pomyślałam sobie, że idealna dietą dla mnie będzie dieta garstkowa. Słyszeliście już o niej? Ja czytałam o zasadach tej diety już kilka albo nawet naście razy, ale jakoś tak bez entuzjazmu.

Aż tu nagle...

Zobaczyłam po dłuższej przerwie jedną z koleżanek w pracy, która zawsze była pulchna... a tu NAGLE przestała być! Pozazdrościłam jej i natychmiast zapytałam skąd taka odmiana, co ona takiego robi, że tak pięknie wygląda. No i okazało się, że to dieta garstkowa!

NO NIE! Teraz to już nie ma bata żebym i ja tej diety nie wypróbowała. Mocno mnie dziewczyna zmotywowała, bo naprawdę widać po niej spektakularne wręcz efekty. Nie ma to jak zazdrość co? hehe ;)

No więc tak: zaczynam dietę garstkową

Książkę już mam jakby co, a w niej przepisów chyba ze sto ;)

Bo ja leniwa jestem, mi się nie chce samej wymyślać co mam jeść, wole gotowe rozwiązania.
O książce napiszę wam innym razem, dzisiaj tylko zdjęcia ;)







Książkę jakby co kupiłam TUTAJ
W następnych postach będę wam przedstawiać przepisy z tej książki, bo mam zamiar robić zdjęcia tego co jem, także szykujcie się na wiele pysznych postów ;)


Może ktoś zechciałby się do mnie przyłączyć i zastosować dietę garstkową? :)

Read More




piątek, 24 lutego 2017

Owoce, które najlepiej jeść zimą

Macie swoje ulubione owoce?

Na pewno macie!
Ja uwielbiam owoce latem, ale chyba nic dziwnego wtedy jest największy wybór. Zimą niestety musimy bardzo często obejść się smakiem. Albo stawiamy na mrożonki, albo kupujemy owoce w dużych marketach. Na szczęście dla nas jest tam spory wybór. Chociaż zimą ostatnio można nawet truskawki kupić (widziałam dziś w markecie), to nie radzę … ani nie wyglądają, ani nie smakują.

Wiecie jakie owoce najlepiej jeść zimą?




Zrobiłam listę sześciu najbardziej wartościowych owoców, na które zawsze stawiam zimą. Ciekawa jestem co wy na to powiecie? Czy podzielacie moje zdanie, czy też jecie owoce, które są najbardziej wartościowe? Stawiacie na te które mają najwięcej witamin i dodają odporności? Czy może w ogóle rezygnujecie z zimowych owoców, bo ich nie lubicie?

Pigwa
Zawiera mnóstwo witaminy C, dzięki czemu hamuje rozwój wirusów. Chociaż teraz już trochę trudno o pigwę, ale zapamiętajcie sobie, żeby w kolejnym roku gdy zacznie się na nią sezon zrobić z niej przetwory. Sezon pigwowy to wrzesień - grudzień. Pigwę jest bardzo łatwo przechowywać. Wystarczy ją dokładnie umyć i nie obierając zetrzeć na tarce, dodać do niej cukier, cynamon, imbir, obgotować i włożyć do słoiczków. Po 10 minutowej pasteryzacji mamy super dodatek do herbaty, którym można się cieszyć przez cały rok!

Jabłka
Nie wiem jak tam u was u mnie najwięcej jabłek zjada się zimą. Uwielbiam zimowe odmiany tego najpopularniejszego owocu. Jabłka mają dużo błonnika, wody i witamin. Zjedzenie tylko jednego jabłka dziennie pozytywnie wpływa na pracę jelit i serca. Jedzcie więc jabłka w każdej postaci, na surowo, w kompotach, na szarlotkach, w deserach!

Kumkwat
Na pewno nie raz widzieliście go w markecie i nawet nie wiedzieliście co to. Ja po raz pierwszy zainteresowałam się kumkwatem w zeszłym roku. Poczytałam o nim sporo informacji i bardzo spodobało mi się jego działanie przeciwutleniające, przeciwzapalne, przeciwgrzybicze.



Na początku kupiłam garstkę kumkwatu i dodawałam połóweczkę do każdej herbaty, po jakimś czasie kupiłam drzewko kumkwatowe. I wszystko byłoby fajnie gdyby nie zjadł mi go kot ;) Tak długo podgryzał liście aż padło biedne i już nie odżyło. Jeśli jeszcze nie próbowaliście kumkwatu to polecam spróbować. Z tego co pamiętam doskonale sprawdzał się w ochronie odporności. Czytałam gdzieś kiedyś, że zjedzenie jednego owocu kumkwatu dziennie ochroni nas przed zachorowaniem na grypę. Wszystko dzięki temu, że kumkwat ma mnóstwo witamin w tym witaminy A i C, oraz potas.

Gruszki
Niektórzy mówią, że trzeba na nie uważać, bo mogą powodować bóle brzucha, biegunki, ja w to nie wierzę. Gruszka sama w sobie nie będzie powodować żadnych dolegliwości, chyba, że połączymy ją z innym pokarmem i powstanie mieszanka wybuchowa! ;)
Bardzo lubię gruszki za to, że zawierają potas, fosfor, magnez, wapń, żelazo, miedź, bor i jod. Gruszki zawierają też witaminy: A, B1, B2, B6, C i PP.

Dzika róża
Jedliście kiedyś? Pewnie, że jedliście, a jeśli negujecie to nawet o tym nie wiecie. Dzika róża stanowi dodatek do herbat aromatyzowanych, przetworów, a nawet słodyczy. Dzika róża niestety jednak nie nadaje się do jedzenia prosto z krzaczka, ale na szczęście jej obróbka termiczna nie zabiera cennych właściwości, którymi są witaminy A, B1, B2, E, K, kwas foliowy, olejki eteryczne oraz flawonoidy. Dzięki tym wszystkim substancjom owoce dzikiej róży mają działanie przeciwutleniające, przeciwzapalne, przeciwgrzybicze.

Czarny bez
Pamiętam jak moja mama w dzieciństwie katowała mnie niemal syropem z bzu. Wtedy tego nie doceniałam, dzisiaj brakuje mi tych domowych przetworów dzięki którym zyskujemy odporność w sezonie grypowym. Czarny bez zawiera bardzo dużo witaminy C oraz B, jest źródłem antyutleniaczy, które to z kolei mają działanie przeciwnowotworowe, przeciwzapalne, przeciwwrzodowe. Zwróćcie uwagę, że bez jest niemal w każdym syropie na odporność i grypę.


A jakie są wasze ulubione owoce, które jadacie zimą?

Read More




środa, 22 lutego 2017

Odchudzanie według Marty Alice! :)

Cześć Wam :) 

Dziś ja przejmuje stery tu, a Autorka bloga Diety i ich Sekrety przejmuje mój blog ;)

Mam nadzieję,że oba teksty Wam się spodobają. Długo zastanawiałam się jaki wpis powinien się pojawić, aż w końcu mnie olśniło -  zainspirowała mnie rozmowa, jaka wywiązała się między mną a moimi koleżankami. Od słowa do słowa doszłyśmy do tego,że to ostatni gwizdek by wziąć się za siebie, by ładnie wyglądać w bikini. Zeszło na temat detoxu, a jedna z dziewczyn stwierdziła,że zamiast oczyszczania woli dietę tygodniową.

Wiele osób nadal nie pojmuje dokładnie co oznacza prawidłowa dieta, a tym bardziej  zdrowe odżywianie.

A przecież będzie to łatwiejsze, gdy zrozumie się jego przebieg :)

Odchudzanie to bardziej skomplikowany proces niż się tego spodziewamy. To zrozumiałe, że jeśli poświęcamy się diecie, wkładamy w to sporo energii i nadziei - z niecierpliwością czekamy na spektakularne rezultaty. Trzeba mieć jednak świadomość, że raz odchudzanie będzie przebiegało błyskawicznie, a za chwilę może być oporne i wcale nie musi to być związane z naszym zaangażowaniem i przestrzeganiem diety.

• Okazuje się też, że w momencie, gdy waga pokazuje duży spadek, być może rzeczywiste spalanie tłuszczu jest znikome. Analogicznie, gdy wydaje nam się w trakcie diety, że chudniemy opornie spalanie naszej tkanki tłuszczowej sięga szczytu.

4 etapy wtajemniczenia



Każdy z etapów odchudzania charakteryzuje się różną utratą poszczególnych elementów – wody, tłuszczu, ale też białka. Na początku odchudzania tracimy głównie wodę, później jej część powraca i zaczyna się konkretne spalanie tkanki tłuszczowej

Etap 1: Do trzeciego dnia diety  tracimy 70% wody, 5% białka, 25% tłuszczu
Etap 2: Do 13 dnia diety  tracimy 19% wody, 12% białka, 69% tłuszczu 
Etap 3: Między 21 a 24 dniem diety  tracimy 15% białka, 85% tłuszczu
Etap 4: Od 24 dnia diety tracimy 25% białka, 75% tłuszczu

Jest to doskonałe potwierdzenie faktu, iż diety tygodniowe, a nawet dwutygodniowe mijają się z celem. Kończymy je właśnie wtedy, kiedy wzrasta intensywność spalania tkanki tłuszczowej, a do maksimum tego procesu nawet nie docieramy. Kończąc taką dietę możemy spodziewać się typowego schematu:

• ponownie gromadzimy utraconą wodę
• nasza przemiana materii spada
• zaczynamy jeść tak samo jak wcześniej
• tyjemy z nawiązką.

Efekty plateau


Odnosząc się do tego tematu warto wspomnieć o zastoju pojawiającym się często podczas odchudzania. Dorobił się on swojej nazwy – efekt plateau. Ma on miejsce najczęściej w drugim etapie redukcji masy ciała, kiedy cześć wody powraca i rozpoczyna się właściwe spalanie tkanki tłuszczowej. Organizm w tym momencie może się „buntować” i chronić zapasy tłuszczu. Ponadto efekty etapu pierwszego nastawiają pozytywnie i dają nadzieję, że wysokie tempo redukcji masy ciała utrzyma się przez cały okres diety. Zderzenie z rzeczywistością powoduje załamanie i poczucie bezsensowności diety. Stres może jednak tylko pogorszyć sytuację.

 Aby doprowadzić do dalszej redukcji masy ciała mamy dwa wyjścia:

• przeczekać zastój do momentu „przełamania” oporu spalania
• zwiększyć aktywność fizyczną

Znajomość tego stanu rzeczy pozwoli spojrzeć na zjawisko odchudzania bez emocji. Początkowe efekty są miłe i napawają dobrą energią, jednak nie nastawajmy się, że takie tempo utrzyma się do końca diety. Z pokorą przyjmujmy zarówno sukcesy jak i drobne porażki, bo właśnie z przeplatanki tych dwóch zjawisk składa się całe odchudzanie.


Mam nadzieję,że taki rodzaj wpisu przypadł Wam do gustu.

Jeśli chcecie więcej to zapraszam na mojego bloga - TŁUSZCZU NADCHODZĘ! :)
Read More




sobota, 18 lutego 2017

10 powodów dla których warto jeść ananasa

Ananas zawiera mnóstwo witaminy C, jest owocem który nie gości zbyt często na naszych stołach, a to bardzo szkoda, bo nie wiem czy wiecie, ale jest przynajmniej 10 powodów dla których warto go jeść.

10 powodów dla których warto jeść ananasa



1. Ananas wzmacnia odporność dzięki dużej zawartości witaminy C.

2. Ananas zawiera mnóstwo błonnika.

3. Ananas ma właściwości oczyszczające, więc jest idealny dla wszystkich tych, których się odchudzają. Woda z ananasem to super woda detox!

4. Ze względu na mnóstwo witamin (głównie chodzi o witaminę C - znowu!) znajdujących się w ananasie jest on skutecznym wspomagaczem w walce o piękna skórę. Ananas wzmaga syntezę kolagenu dzięki czemu nasza skóra dłużej zachowuje młodość.


5. Ananas zawiera dużo wody dzięki temu utrzymuje organizm nawodniony.

6. Ananas hamuje rozwój wolnych rodników, a to one sprawiają, że powstają nam zmarszczki, kurze łapki, sińce pod oczami.

7. Ananasy zawierają dużo manganu, który wzmacnia kości. Jedzenie codziennie ananasa uzupełnia w 75% niedobory tego pierwiastka.

8. Ananas reguluje ciśnienie krwi, jeśli więc masz z tym problem jedz codziennie ananasa!

9. Badania dowodzą, że ananas wspomaga leczenie niepłodności.

10. Dzięki zawartości witaminy C, potasu, magnezu ananas wspomaga pracę serca i układu krwionośnego.

Masz jeszcze jakieś wątpliwości co do tego czy powinieneś jeść ananasa? :)
Read More




środa, 15 lutego 2017

Body-wrapping z czekolady - moje genialne odkrycie!

Tak, mam ostatnio hopla na punkcie body-wrappingu! Ale to dlatego, że super działa. A zimą uwielbiam to ciepełko, które ogarnia moja skórę. Uwielbiam pachnieć cynamonem i kawą, a mój mąż uwielbia mnie gładzić po gładkim tyłeczku, hehe... rozmarzyłam się! ;)

No cooooo, WALENTYNKI wczoraj były! ;)

Robiliście kiedyś body-wrapping z czekolady?

Jeśli jeszcze nie to polecam!
Ja wczoraj pierwszy raz tego spróbowałam i jestem zachwycona!



W ogóle body-wrapping to jest świetny sposób na ujędrnienie i nawilżenie skóry w domu. Zamiast iść do salonu SPA zrób sobie w domu taki zabieg. Ja polecam na początek koncentraty, które są do tego stworzone, ale pisałam o tym już wiele razy, nawet ostatnio, dla tych co się zgapili przypominam link TUTAJ. 
Oprócz tego, że możecie sobie kupić gotowe kosmetyki do body-wrappingu, takie co będą wam skórę ujędrniały i rozwalały cellulit możecie też zrobić sobie pasty domowe antycellulitowe. Jedną z takich past jest pasta zrobiona z czekolady!

Dziś podam wam przepis na body-wrapping z czekolady (podpatrzony gdzieśtam kiedyśtam w necie)

Okłady czekoladowe będą nawilżać i zmiękczać waszą skórę. Mogą też pomagać w usuwaniu cellulitu, zapewnią relaks i przyjemne doznania :)

Jak zrobić czekoladowy body-wrapping?



Krok 1

Umieść czekoladę w naczyniu szklanym. Włóż naczynie do kuchenki mikrofalowej i podgrzewaj czekoladę tak ze dwie minuty, do czasu aż czekolada stanie się gładka.

Krok 2

Dodaj 5 truskawek (możecie je kupić nawet w Biedronce, do jedzenia nie polecam, ale do zabiegów na cellulit jak najbardziej!), 1/2 szklanki szampana i 1/3 szklanki miodu, wymieszaj wszystko w blenderze. Mieszanka musi być gładka.


Krok 3

Zrób sobie najpierw peeling żeby złuszczyć martwy naskórek, potem, gdy czekolada będzie jeszcze ciepła nakładaj ją na skórę (najlepiej pędzelkiem). Najlepiej byłoby owinąć ciało folią, bo gdy czekolada będzie stygnąć i zasychać będzie się kruszyć, także lepiej nie ryzykować sprzątaniem.


Krok 4

Pozostaw czekoladę na 15 minut na skórze. Weź prysznic. Ciesz się pachnącą, piękną, gładką skórą!

Nie wiem czy pamiętacie ale o dobroczynnych właściwościach czekolady pisałam tam wieki temu ;)
Polecałam (i nadal polecam)  spróbować diety czekoladowej.


Read More




Return to top of page
Powered By Blogger | Design by Genesis Awesome | Blogger Template by Lord HTML