12:43

Cellulit i hashimoto - jak wygrać z jednym i drugim?

Cellulit i hashimoto - jak wygrać z jednym i drugim?

Witajcie Kochani!

Dzisiaj nie będzie kolejnego przepisu (żal? to wbijaj na mojego INSTA, tam jest ich chyba z 300!). Dzisiaj napisze wam trochę o moich dwóch zmorach - cellulicie i hashimoto. Jeśli mamy cellulit - to widać, a jeśli mamy hashi…? To też widać! Tylko nie każdy potrafi to zrozumieć, wielu ludzi niestety ocenia po wyglądzie.


Widząc puszystą osobę na ulicy... , wiele osób myśli sobie, że pewnie za dużo się objada, za dużo słodyczy, fast foodów, mało ruchu itp. Schematyczne podejście i takie prozaiczne. A przyczyn może być całe mnóstwo. Ot chociażby, ów nieproszony gość, który zawitał u mnie kilka lat temu. HASHIMOTO. Wiele osób nie kojarzy otyłości z chorobą, a ze stylem życia - tylko i wyłącznie. Wiele osób chorujących, nie wie, że choruje!

Moja znajoma, na przykład gdy jej kilkuletnie dziecko zachorowało na cukrzycę typu I, wiele razy słyszała, że to przez słodycze. Bo pewnie tylko to jadało. A to przecież nieprawda...totalna bzdura! Ciekawa jestem czy mam wśród czytelników cukrzyków. Dajcie znać w komentarzu! Chcecie artykuł o cukrzycy i diecie dla chorych na cukrzycę? 

No dobra, to tyle tytułem wstępu. Zapraszam do czytania o hashimoto i cellulicie!


Przyczyny nadwagi


Przyczyną posiadania zbyt dużej ilości kilogramów w wielu przypadkach jest rzeczywiście zła dieta, brak aktywności fizycznej, stres i jego tak zwane zajadanie. Generalnie zły styl życia. Innymi przyczynami nadwagi mogą być zaburzenia hormonalne, które wywołane są chorobami tarczycy. Gdy poziom stężenia hormonów tarczycy w naszym organizmie jest nieprawidłowy to może się tak zdarzyć, że nasza waga będzie pokazywać na liczniku coraz więcej i więcej. I wówczas zastanawiamy się dlaczego tak się dzieje? Przecież prowadzimy zdrowy tryb życia? Przecież nie powinno tak być. Pierwszy krok, który musimy uczynić jest oczywiście wykonanie badań i po stwierdzeniu nieprawidłowości podjęcie leczenia farmakologicznego pod kontrolą lekarza endokrynologa. Ale tak jak wspomniałam jest to pierwszy krok. Chociaż niezwykle ważny. Pamiętajmy! Hashimoto zaczyna się niegroźnie. Usypia naszą czujność. Przemęczenie - kto dzisiaj nie jest przemęczony? Kłopoty z wagą - tyle osób ją przecież ma. Łamliwe paznokcie? Zapewne od detergentów etc, etc. Dlatego gdy już wiemy z jakim wrogiem się mierzymy, mamy już pierwszy sukces. Przyjmujemy leki, suplementujemy witaminy. Zatem zaczynamy walkę. W tej chorobie pojawia się jednak wiele innych problemów. Jednym z nich jest właśnie nadwaga i towarzyszący jej cellulit. Niedobory hormonów sprawiają, że organizm zaczyna działać wadliwe. Osłabia się nasz metabolizm, czyli po prostu tyjemy. Powstaje cellulit tłuszczowy. Zatrzymywana jest także w organizmie woda i toksyny. Pojawiają się obrzęki. Powstaje cellulit wodny. Co z tym robić? Poniżej kilka prostych rad.


Hashimoto - Zrzucamy kilogramy



Gdy ogarniemy już tę całą farmakologię, to zabieramy się za drugi, bardzo ważny element, czyli dietę i suplementację. Hashimoto to tarczyca, ale też układ pokarmowy. Tak, tak! W tej chorobie warto wiedzieć, jakie produkty żywnościowe wpływają na pogorszenie naszego stanu. Nie ma uniwersalnej diety dla osób cierpiących na Hashimoto, która by obejmowała wszystkich chorych. Bo każdy organizm jest inny. U mnie pomogło wyeliminowanie z diety glutenu. Staram się  również wywalić z diety cukier, coraz częściej używam jego zdrowych zamienników: ksylitol, erytrytol, stewia, syrop z agawy, syrop klonowy, czy miód. Drugim ważnym czynnikiem, który poprawił moją jakość życia, jest dbałość o mikrobiotę jelitową. Dlaczego? Bowiem zdecydowana większość naszej odporności pochodzi właśnie    z jelit. Ma ona również wpływ na wchłanianie leków. Trzeci czynnik to suplementacja. Na przykład selen, który usprawnia pracę naszej tarczycy, odpowiednie dawki witamin z grupy A, B, witamina D3. To wszystko co wymieniłam pomaga nam okiełznać tę bestię Hashimoto, poprawić jakość naszego życia, przywrócić organizm na właściwe tory. Pomaga nam to również w zrzuceniu zbędnych kilogramów i walce z cellulitem. Nie zapominajmy, że nasza dieta powinna być bogata w  warzywa, owoce, nabiał z niską zawartością tłuszczu i chude mięso. Unikamy także produktów wysoko przetworzonych. Jako dziecko często słyszałam od mamy, babci czy cioci, że co najmniej połowa talerza powinna zawierać warzywa. Nie ma niezdrowych warzyw. Wszystkie są przebogate. Najzdrowsze oczywiście są zjadane na surowo. Jeżeli mamy jednak ochotę na bardziej zmiękczoną ich wersję to najlepiej wybrać opcję na parze. 





Cellulit i aktywność fizyczna


Przy chorobach tarczycy ważna jest również aktywność fizyczna. Gdy przyjmujemy leki, stosujemy odpowiednią dietę to czujemy zmiany na lepsze w naszym organizmie. Nabieramy energii do działania. Włączamy do naszego życia zatem kolejny element, czyli ruch. Pomaga nam to utrzymać właściwą masę ciała, a nawet zrzucić tkankę tłuszczową, zredukować cellulit. Najlepsze formy aktywności to spacer, bieganie, pływanie. Ale w zasadzie każda aktywność jest preferowana.  Pamiętamy tylko, że ćwiczenia powinny być regularne, najlepiej minimum trzy razy w tygodniu. 


Masażery i nie tylko


Na rynku dostępnych jest również wiele urządzeń wspomagających, masujących, które ułatwiają pozbycie się cellulitu, a także różnego rodzaju balsamy i kremy. Warto sięgnąć po tę broń, gdyż poprawia to ukrwienie odpowiednich partii ciała, rozbija tkankę tłuszczową. Nie musimy wcale sięgać po sprzęt z górnej półki. Wystarczy nawet prosty drewniany masażer dostępny za  niewielkie pieniądze w wielu drogeriach. Dobry masażer antycellulitowy jednak to nie wszystko. Aby efekty były widoczne, masaż trzeba wykonywać regularnie. Zabiegi antycellulitowe połączone  z odpowiednią dietą oraz aktywnością fizyczną, to gwarancja szybkiego pozbycia się problemu. Ale o tym może kiedy indziej, w odrębnym artykule. 


Reasumując zatem, wypunktujmy nasze 10 przykazań:


  1. Badać się, badać i jeszcze raz badać. 
  2. Stosować się do wskazówek lekarza.
  3. Przyjmować przepisane przez lekarza leki. 
  4. Stosować właściwą dietę.
  5. Suplementować witaminy.
  6. Dużo się ruszać.
  7. Masować i smarować.
  8. Być wytrwałym i konsekwentnym. 
  9. Nigdy się nie poddawać.
  10. Akceptować siebie. 


20 SPALACZY TŁUSZCZU, KTÓRE MUSISZ JEŚĆ JEŚLI CHCESZ SCHUDNĄĆ!


Nie będę oszukiwać, że walka z Hashimoto jest łatwa. Bo nie jest. Ale myślę sobie tak, że jest wiele gorszych schorzeń. Pogodziłam się z tym. I nauczyłam się z tym żyć. Nigdy już nie będę wyglądać jak 18-nastka, bo to było wieki temu. ;)))) Ale jestem żywym dowodem na to, że przy odpowiednim postępowaniu da się wiele osiągnąć. Dieta bezglutenowa, na początku koszmar, teraz bawię się smakami, przepisami. Dawniej uważałam, że nie muszę ćwiczyć, bo jako posiadaczka dwójki dzieci i jednego małża dość się nabiegam. Teraz nie wyobrażam sobie życia bez biegania i ćwiczeń. Trzymam zatem za Ciebie kciuki...i za Ciebie i za Ciebie też. Do dzieła! Jaki będzie wynik tej walki? To zależy tylko od CIEBIE! 


10:14

FIT pączki BEZGLUTENOWE na twarogu BEZ CUKRU!

FIT pączki BEZGLUTENOWE na twarogu BEZ CUKRU!

Tłusty Czwartek!

A u mnie dzisiaj pączuszki bezglutenowe na twarogu, ale za to bez cukru! Pyyszkaaaa…

Zajadamy się przyznam – od wczoraj. Wczoraj robiłam trzy razy! Możecie mi nie wierzyć, ale nie nadążałam smażyć. Dzieciaki zajadały jeszcze ciepłe! I co chwila:

- Mamo a zrobisz oponki?

- Mamo a ja chcę takie malutkie pączusie!

- Mamo, a ja wolę, że dżemem w środku!

A do tego wszystkiego co chwile mój mąż z talerzykiem w kuchni:

- Co tak mało zrobiłaś?

Cholera, żebym wiedziała, że tak posmakują, to od razu bym kupiła 2 kilo twarogu! A ja te paczki robiłam pierwszy raz, tak nieśmiało kupiłam kosteczkę, bo po raz pierwszy do pączków użyłam babki jajowatej. Ta babka robi całą robotę, mówię Wam! Wcześniejsze moje bezglutenowe wypieki były „spulchniane” siemieniem lnianym, ale wierzcie mi, że to nie to samo. Ten kto piecze, smaży i gotuje bez glutenu ten wie, że bezglutenowe zwykle wychodzi albo sypiące się albo twarde jak kamień! Te pączki takie nie będą! Naprawdę! Spróbujcie!


Bezglutenowe pączki twarogowe



270 g twarogu

2 jajka

50 g erytrolu (jeśli chcesz możesz użyć cukru – 40 g)

80 g skrobi ziemniaczanej + do podsypania

90 g mąki ryżowej

80 g mąki owsianej (lub zmielone płatki owsiane bezgluetnowe)

10 g łusek babki jajowatej

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1/4 łyżeczki sody

1 łyżka spirytusu lub nalewki (ja dodałam wiśniową, domową na spirytusie)

Celowo podkreślam skrobię, bo w tym przepisie musi być właśnie skrobia. Ja kupuję w Biedronce jakby co ;)

A wykonanie?

Dziecinnie proste!

Widelcem rozgniatam ser, dodaję jajka, mieszam. Do powstałej masy serowej dodaję pozostałe składniki, toczę kulę i odstawiam do tzw. „przegryzienia się składników”. Po około 20 minutach (w tym czasie można rozgrzać olej) formuję kilki, oponki czy co tam chcemy. Niektóre nadziewam, inne po prostu zostawiam puste i smażę kilka minut na gorącym oleju.


Ot i cała filozofia! 




Na zdjęciu wiedziecie obsypane erytrolem, ale można równie dobrze posypać cukrem pudem, albo polać czekolada czy glazurą.

Smacznego kochani!

Ps. A jakbyście chcieli zobaczyć skąd czerpię inspirację to zajrzyjcie TUTAJ. Sylwia ostatnio mnie bardzo inspiruje do robienia bezglutenowych pyszności!

Pod TYM linkiem znajdziecie inne pączki bezglutenowe.


A pod TYM pyszne bezglutenowe naleśniki!


Zapraszam też na mój INSTAGRAM.

08:48

Zrób sobie naturalny żel na porost włosów!

Zrób sobie naturalny żel na porost włosów!
Ostatnio nic tylko pączki, faworki, ciasteczka, chruściki!
Tak, wiem idzie Tłusty Czwartek, ale nie samym żarciem człowiek żyje!
Chciałam wam dzisiaj napisać o kolejnych pomysłach na bezglutenowe pyszności, ale ponieważ ostatnio odkryłam przez przypadek coś niesamowitego, pyszności muszą poczekać.

Dziś będzie o włosach i o siemieniu lnianym.
Siemię lniane ja bardzo często używam do produkcji różnego rodzaju wypieków bezglutenowych.
Chociaż powoli przerzucam się na babkę (myślę, że niebawem o tym napiszę), to jednak siemię lniane ciągle u mnie w kuchni króluje. Nie wiem czy wiecie, ale siemię lniane jest dobre nie tylko do spulchniania ciast, ale równie fajnie działa na włosy. I o tym będzie dzisiejszy wpis!

Naturalny żel na porost włosów!

Zdjęcie autorstwa Bennie Lukas Bester z Pexels


Wygląd naszych włosów zależy od wielu czynników. Ważna jest dieta, suplementacja, styl życia, kosmetyki jakich używamy, a nawet predyspozycje genetyczne. 

Wiecie, mam w pracy taką panią, która jest blisko 60-tki i nie ma ani jednego siwego włosa! Nie do wiary - myślę sobie - u mnie na głowie już coraz więcej siwych, a jestem od niej dużo młodsza! Rozmawiałam z nią kiedyś i zapytałam jak ona to robi, że nie siwieje?! Wiecie co mi odpowiedziała? Że w sumie to nie robi nic, to po prostu genetyka.  U niej w domu kobiety późno siwieją. Nie pozostaje mi nic innego jak w to wierzyć. Nie widać na jej włosach farby, więc nie sądzę, by siedziała codziennie przed lustrem i wyrywała włosy. 

Podobnie jest z wypadaniem włosów. U jednych wypadają garściami, inni nie mają takich problemów. Są takie osoby u których włosy rosną szybko, u innych nie można się doczekać na odrost. Chodziłam kiedyś do klasy z taka dziewczynką, której mama zawsze przed wakacjami obcinała włosy do ramion twierdząc, że tak jej będzie wygodnie na wakacjach. Gdy zaczynał się rok szkolny, wracała z włosami już tak mocno odrośniętymi, że aż mi się wierzyć nie chciało! Za rok o tej samej porze miała już włosy do pasa! No zazdro! 

A u was jak tam, szybko wam rosną włosy?

U każdego jest inaczej, wiecie o tym?

Ja tak mam, że jak łykam biotynę, selen - rosną mi szybciej. Jak używam naturalnych szamponów do włosów, też widzę szybki postęp w poroście, ale gdy tylko zaczynam myć głowę jakimś szamponem z dolnej półki (tak niestety mi się to zdarza), od razu włosy zaczynają mi się niszczyć, rozdwajać...
Dlatego coraz częściej kupuję szampony do włosów z naturalnymi składnikami i robię sobie naturalne maseczki do włosów. Dziś podam wam fajny przepis na żel, który pomoże waszym włosom rosnąć.

Żel na porost włosów - PRZEPIS


Przepis ten jest bardzo prosty w wykonaniu. 

Przygotuj sobie:

1/3 szklanki siemienia lnianego
2 szklanki ciepłej wody
kilka kropli olejku rozmarynowego

Wykonanie:

Wodę wlej do garnuszka, wysp siemię lniane i postaw na małym gazie. Pozwól, by woda się zagotowała, odstaw na chwilkę i przykryj. Poczekaj aż ze składników zrobi się żel. Odcedź, dodaj olejek rozmarynowy. Żel przelej do słoiczka, trzymaj w lodówce.

Jak używać żelu?

Nakładaj po umyciu na włosy i trzymaj przez kilka minut - zamiast maski nawilżającej.
Wcieraj w skórę głowy przed myciem - w ten sposób będziesz pobudzać cebulki do pracy, włosy powinny zacząć szybciej rosnąć.

Jakie są jeszcze inne korzyści ze stosowania tego żelu?

Pomaga w rozczesaniu włosów.
Sprawia, że ​​włosy są super miękkie i gładkie.
Przyspiesza wzrost włosów
Sprawia, że ładnie układają się loki i fale.
Zmiękcza włosy, a nie jak inne żele do włosów usztywnia i łamie.
Zmniejsza wypadanie włosów i sprawia, że ​​włosy są naturalnie zdrowe i lśniące.



Nie wiem jak wam, ale mi się siemię lniane kojarzy też tak trochę z oczyszczaniem organizmu. Mój tata całe życie miał problemy z wypróżnianiem i pamiętam jak kiedyś gdzieś przeczytał, że na zaparcia najlepsze jest siemię lniane pite rano na czczo. Tak też zaczął robić. Zalewał łyżkę siemienia lnianego wodą i wypijał zanim wyszedł do pracy. Odkąd tak robił przestał mieć problemy z zaparciami :)
Ponoć podobnie działa błonnik witalny 👈 fajny artykuł wam podrzucam do poczytania.

To tak w ramach ciekawostek ;)

Tyle na dziś!
Spodobał wam się przepis? Podajcie dalej! Wskakujcie tez na mojego INSTA, tam się dużo fajnego dzieje! Znajdziecie tam fajne przepisy na bezglutenowe pyszności!

11:04

Naleśniki bezglutenowe i bezmleczne na budyniu - PRZEPIS!

Naleśniki bezglutenowe i bezmleczne na budyniu - PRZEPIS!

 Witajcie w niedzielę! :)

Jeszcze do niedawna nie lubiłam niedziel. Chyba dlatego, że zwiastowały koniec weekendu. Od pewnego czasu jednak lubię ten dzień, bo niesie spokój i pozwala mi poleżeć dłużej w łóżku, a potem poszaleć trochę w kuchni. To zapewne za sprawą tego, że ostatnio moje dni powszednie są bardzo intensywne. 

Codziennie rano wstaję i praktycznie zaraz po otworzeniu oczu muszę działać na najwyższych obrotach. Nie mam czasu na robienie iście instagramowych dań, nie mam czasu na bloga (pewnie zauważyłaś, że ostatnio rzadko tutaj bywam), nie mam czasu na wieczorne czytanie! AAaaa! To mnie chyba wkurza najbardziej! Niczym babuleńka z bajki zasypiam z okularami na nosie zaraz po przeczytaniu kilku zdań z książki.



Marzę w końcu o wakacjach, kiedy w pracy zrobi się spokojniej, za oknem słonecznie, a dni będą długie. Jakoś tak zauważyłam, że latem mam też więcej siły. Czyżby to zasługa witaminy D? Hmmm, kto wie...

No, ale dobra... dość melancholii, czas na przepis na obłędnie pyszne naleśniczki dla każdego! Nie tylko dla tych co nie trawią glutenu i laktozy! :)

Te naleśniki odkryłam niedawno na jednym z profili, które obserwuję na insta. Moje dzieci polubiły je praktycznie od razu. Nawet ostatnio byłam u siostry i jej dzieciaki, chociaż nie mają żadnych pokarmowych alergii, wsuwały je i były zachwycone, że są takie lekkie i aromatyczne. No są, no co wam będę mówić, są!


Naleśniki bezglutenowe i bezmleczne na budyniu


Do zrobienia 4 (czasem wychodzi mi nawet 5 zależy od wielkości patelni!) naleśniczków będziesz potrzebować tylko 3 składników:

1 jajko

1 budyń (najlepiej waniliowy lub śmietankowy)

100 ml mleka (u mnie napój owsiany jak widać na zdjęciu)



Wykonanie jest bardzo proste.

Wszystkie składniki wymieszaj trzepaczką, aż dobrze się połączą.

Wylewaj na patelnię i smaż z obu stron.

Moje rady:

👉Lepiej używaj budyniu bez cukru.

👉Wylewaj cienką warstwę, nie bój się naleśniki i tak będą sprężyste i na pewno nie będą się łamać.

👉Budynie owocowe np. malinowe... jakoś słabo się nadają do tego przepisu, ale może ja tylko tak trafiałam.

👉Po połączeniu składników ciasto jest mocno lejące się, ale nie przejmuj się tym, tak ma być! Po prostu przed wylaniem na patelnię musisz je dobrze wymieszać, bo na dnie miski osadza się mąka.



Jeśli jesteś na diecie bezglutenowej zapraszam po więcej inspirujących przepisów TUTAJ.

Jestem też na instagramie! Zajrzyj do mnie!


22:40

Tłusty Czwartek - bezglutenowe pączki na serku homogenizowanym

Tłusty Czwartek - bezglutenowe pączki na serku homogenizowanym

Pączki, pączki, bezglutenowe pączki!

Nawet nie wiecie jak się cieszę! Zrobiłam wczoraj swoje pierwsze bezglutenowe pączki!

Po raz pierwszy nie były twarde!

Po raz pierwszy nie były suche!

Były idealne jak dla mnie!

Chociaż może ich kształt nie był idealnie okrągły, jednak smak wygrywa!

Jeśli do tej pory nie wychodziły ci pączki, albo jeśli wychodziły, ale były niesmaczne, to mogę w 100% polecić ci przepis Sylwii z bloga Kuchnia bez glutenu. Rewelka! Przepis trochę różni się od oryginału, ale myślę, że w smaku dużej różnicy nie będzie.


Pączki bezglutenowe na serku homogenizowanym



150 g serek homogenizowany (u mnie Seruś)

120 g mąki bezglutenowej (u mnie 70 g ryżowej i 50 g ziemniaczanej)

1 jajko

Łyżeczka proszku do pieczenia

Łyżka octu jabłkowego

Kopiasta łyżeczka siemienia lnianego

Kilka kropel zapachu rumowego

Sylwia w swoim przepisie podaje trochę inne proporcje mąk i zamiast siemienia, którego chyba nie za bardzo smak jej odpowiada, dodaje łuski babki jajowatej. Ja akurat babki nie miałam, siemię lubię (zresztą u mnie się go nie wyczuwa) więc według tego jak ja te pączki zrobiłam też będzie w porządku!

A teraz jak zrobić z tych wszystkich składników pączki?

Wszystkie składniki po prostu wymieszać ze sobą łyżką. Odstawić na kilkanaście minut i w tym czasie  garnuszku zagotować olej. Ja użyłam zwykłego oleju do smażenia – 1 litr wystarczył.

Z podanego ciasta rękami nasmarowanymi olejem toczyłam kulki, obsmażałam z dwóch stron na rumiany kolor. I tyle. Te paczki nie wymagają wielkiego zachodu, są naprawdę smaczne. Moje dzieciaki zajadały jeszcze gorące. Mój mąż z kolei stwierdził, że to na pewno nie są pączki, bo nie są tłuste tak jak te sklepowe! Haha! Także jakby się ktoś odchudzał i nie chciał tłustych sklepowych pączków jeść to przepis idealny dla niego! ;)

Jeśli chcesz sprawdzić oryginalny przepis wpadaj na bloga Sywlii.

Jeśli potrzebujesz więcej inspiracji, zapraszam na mojego instagrama, nauczę cię jak robić

 bezglutenowe cebularze:


albo naleśniki:


Zapraszam serdecznie! 


👉 Gwarantuję, że pozbędziesz się cellulitu, albo zwrócę ci kasę!

09:44

Cynk w jedzeniu, czyli dlaczego cynk jest tak ważny w diecie

Cynk w jedzeniu, czyli dlaczego cynk jest tak ważny w diecie

 

Zdjęcie autorstwa Mister Mister z Pexels

Czy wiesz, że mikroelementy często mają kluczowe znaczenie dla zdrowia i samopoczucia?
Jednym z takich mikroelementów jest cynk. Jego optymalna ilość w organizmie jest niesamowicie ważna - ponieważ gdy jest go za mało - szybciej się starzejemy, skóra jest w gorszym stanie, a nawet możemy mieć niekontrolowane wysypy trądziku.
Czy wiesz jak wielkie znaczenie ma cynk dla twojego organizmu? Zapraszam do lektury!

Cynk w jedzeniu



Dlaczego cynk jest tak ważny w diecie?
  • opóźni procesy starzenia - dzięki zawartym przeciwutleniaczom w swojej cząsteczce
  • neutralizuje wolne rodniki
  • wspomaga tak ważną syntezę kolagenu
  • przyspiesza procesy regeneracji skóry
  • łagodzi podrażnienia wywołane nadmiernym opalaniem się
  • redukuje zmarszczki
  • zmniejsza wiotczenie skóry
  • sprawia że skóra szybciej się goi
  • zmniejsza stany ropne i zapalne występujące przy trądziku
  • zwiększa odporność organizmu
  • poprawia stan włosów i paznokci
  • poprawia koncentrację
  • pomocny w leczeniu cukrzycy i niedoczynności tarczycy
  • zwiększa płodność

Jak na jeden mały pierwiastek - całkiem sporo. Co ważne cynku nasz organizm sam nie wytwarza. Musi otrzymywać go z żywnością lub poprzez suplementację. Jedząc produkty spożywcze zawierające cynk nie można go przedawkować. 




Gdzie jest dużo cynku?

  • owoce morza - ostrygi najwięcej
  • wołowina,
  • wieprzowina,
  • drób, 
  • żółtka jaj
  • ryby
  • drożdże
  • soja
  • produkty pełnoziarniste
  • brokuły
  • szpinak

Cynk zawarty w warzywach jest gorzej przyswajalny. Jego wchłanianie zmniejszają także, alkohol, cukier,  kolorowe napoje gazowane jak coca - cola, produkty mleczne i inne zawierające dużo wapnia i fosforu oraz żywność bogata w błonnik.

Dlatego warto rozważyć suplementację cynku. Dzięki temu na pewno dostarczymy odpowiednią jego ilość dla organizmu.
Jednak nadmiar cynku szkodzi. Zbyt długie przyjmowanie w zbyt dużych dawkach tego składnika ma skutki uboczne.

Co powoduje nadmiar cynku?

  • zmniejszenie odporności organizmu
  • bóle brzucha
  • nudności
  • utrata apetytu
  • biegunka
  • bóle głowy

Jak przyjmować cynk?

Najlepiej w pożywieniu. Można też łykać go w tabletkach. A ja tak na marginesie polecam także aplikować go z kosmetykami. Ostatnio zaopatrzyłam się w cynkową maseczkę do twarzy - od czasu do czasu nadal mam wypryski - mimo że już dawno trądzik młodzieńczy nie jest moim problemem. I powiem Wam że fajniutką skórę mam po niej. Nie dość że wszelkie zmiany szybciej się goją, ilość wydzielanego sebum spadła, to i skóra znacznie lepiej po niej wygląda. 



08:37

Ratunku oparzyłam się, czyli 10 rad na blizny po oparzeniach

Ratunku oparzyłam się, czyli 10 rad na blizny po oparzeniach
Dziś chciałam wam podać moich 10 najlepszych rad na blizny po oparzeniach. Każdemu się czasem może zdarzyć, że kapnie tłuszcz, albo, że chwyci gorący garnek, albo że dotknie gorącej brytfanki.
Oparzenia zdarzają się przecież nagle, niespodziewanie! Dlatego trzeba działać szybko. Jeśli wiesz wcześniej co robić, nie tracisz czasu w momencie oparzenia na szukanie pomocy, po prostu działasz. A niestety z oparzeniami jest tak, że jak nie zadziałasz natychmiast to skóra będzie się dłużej goiła, albo co gorsza powstaną blizny, których będzie się ciężko pozbyć.

10 szybkich rad na blizny po oparzeniach


Zanim zrobi nam się blizna, na początku jest oparzenie. Pamiętaj, że bardzo ważna jest twoja szybkość działania, im szybciej zareagujesz tym większe prawdopodobieństwo, że po oparzeniu nie zostanie ani śladu. Czytaj moje rady i postaraj się zapamiętać chociaż jedną z nich ;)

1. Aloes

Jeśli masz w domu aloes to wyciśnij żel z liścia i przykładaj na ranę. Skóra będzie się szybciej goiła, żel chłodzi, zmniejsza ból, nawilża skórę i chroni przed bakteriami. Aloes należy przykładać 2-3 razy dziennie. Jeśli nie masz na oknie aloesu możesz też kupić gotowy żel w aptece. Działa bardzo podobnie.

2. Rumianek

To stary sposób, ale działający jak najbardziej. Na zranione, poparzone miejsce przykładaj gazik namoczony w herbatce rumiankowej. Jeśli rana jest rozległa zamiast kompresu można zrobić sobie kąpiel w rumianku.

3. Oczar wirginijski

Zrób wyciąg z oczaru, namocz gazę i przykładaj na ranę 3-4 razy dziennie. Dzięki temu będzie się szybciej i ładniej goić.

4. Dziurawiec

To kolejne zioło, które pomoże ci w przypadku oparzeń. Łyżeczkę suszu zalej wrzącą wodą i zaparzaj pod przykryciem 5 minut. Namocz gazę w naparze i rób okłady 2 razy dziennie. Dziurawiec zawiera hipercytynę, substancję wspomagającą gojenie ran i oparzeń.

5. Miód

Słyszałam kiedyś, że na oparzenia bardzo dobrze działa miód. I faktycznie oparzyłam się kiedyś wrzątkiem, posmarowałam to miejsce miodem i skóra szybciej się zagoiła i ni było bąbli! (a zawsze były).

6. Mleko

Słyszeliście kiedyś o tym, by mleko łagodziło oparzenia? Jeśli nie to spróbujcie namoczyć ręcznik w mleku i przyłożyć na ranę. To jeden z lepszych, domowych sposobów na oparzenia.

7. Ogórek czy ziemniak?

Tak naprawdę to nieważne, które z tych warzyw wybierzesz. Zarówno ogórek jak i ziemniak posiadają w sobie związki, które schładzają oparzenia i pomagają zmniejszyć obrzęk.

8. Ocet

To babciowy sposób na oparzenia, ale genialny! Ocet pomaga zmniejszyć ból po oparzeniu, swędzenie i stan zapalny. Namocz papierowy ręcznik namocz w occie i połóż na ranę na tak długo aż ręcznik wyschnie. Powtarzaj tę czynność do 4 razy dziennie.

9. Witamina E

Witamina E ma bardzo duży wpływ na wygląd naszej skóry. Brak tej witaminy sprawia, że skóra traci jędrność, gładkość, nawilżenie. Gdy się oparzymy warto łykać witaminę E i wspomagać się od środka. Można także otworzyć witaminę E i wylać zawartość kapsułki na ranę i wmasować ją aż się wchłonie.

10. Kolagen natywny

Warto mieć go nie tylko w swojej apteczce, ale wręcz kosmetyczce. Kolagen genialnie działa na skórę. Likwiduje zmarszczki, nawilża, leczy. Kolagen nakładany na ranę sprawia, że skóra będzie się szybciej goić i nie powstanie na niej blizna.
Więcej o działaniu kolagenu przeczytacie TUTAJ.

Kolagen jest produktem naturalnym i bardzo wydajnym więc wystarczy już jedna kropelka, by pokryć dość duży obszar skóry. Ja mam w domu taką buteleczkę, którą używam na co dzień (2 razy dziennie smaruję nią twarz, dzięki czemu pozbyłam się już cieni pod oczami i blizn po trądziku, pojaśniały mi też przestarzałe przebarwienia ), a zużyłam jej dopiero połowę przez 2 miesiące.

SPRAWDŹ CENE


A Ty jak się ratujesz, gdy przypadkiem się oparzysz?

12:38

Trzy gotowce BEZGLUTENOWE z Ikei, Biedronki i Lidla!

Trzy gotowce BEZGLUTENOWE z Ikei, Biedronki i Lidla!

Witajcie mili moi! 

Jeśli śledzicie mój profil na insta wiecie dobrze, że od ponad 2 tygodni mam totalny sajgon w domu, bo remontujemy!

Tak, pogięło mnie, że remont robię w zimie! 😂

A skąd ja wiem, czy dożyję lata! Haha!

A tak na poważnie, to trzy razy musieliśmy odkładać ten nasz remont, który był zaplanowany także latem, bo coś wypadało. Dlatego korzystając z ferii (co u nas znaczy - dzieciaki u babci) zajęliśmy się odświeżeniem mieszkania. Ferie się skończyły, remont chyli się ku końcowi i wszystko gra.

Jako osoba bezglutenowa podczas tego remontu nie miałam łatwo. Mój mąż skoczył sobie do skelu po drożdżówkę, pizzówkę czy tam jakieś inne glutenowe szaleństwo i najedzony! A ja? A ja wsuwałam na początku te wafle ryżowe (za którymi nie przepadam), albo kisielki w kubeczku i tyle. W końcu się wkurzyłam, bo siłę człowiek musi mieć, a jeść nie za bardzo ma co... Tak  mi się przynajmniej wydawało! Po zrobieniu małego "riserczu" w sklepach przy okazji zakupów okazało się, że producenci są coraz bardziej litościwi dla bezglutenowców i jednak coraz więcej takich, że tak powiem "fast foodów" można kupić w zwykłym sklepie i to wcale nie za miliony monet. Zresztą jeśli chodzi o składy, to też wcale nie takie złe. 

W związku z tym chciałam wam dzisiaj przedstawić moje trzy ulubione "fast foody" bezglutenowe. jest ich pewnie więcej, ale ja odkrywam je powoli.

W razie gdybyście byli w podobnej sytuacji mogą uratować wam życie ;) Oto one!


Trzy gotowce BEZGLUTENOWE z Ikei, Biedronki i Lidla


LIDL


Numer jeden to fasolka z puszki w sosie pomidorowym. Niby nic wielkiego, a jednak można się nią najeść. Ma przyzwoity skład, kosztuje zdaje się w granicach 3 złotych. Można ją jeść na zimno i na ciepło. Ja robiłam ją na kilka sposobów (być może robię o tym kolejnego posta) - jadłam samą prosto z puszki, albo dodawałam jako sos do ryżu, no i próbowałam z niej robić coś a'la fasolka po bretońsku.

Bardzo smaczna, polecam.




IKEA

Na ten torcik trafiłam zupełnie przypadkiem zakupów w Ikei. Bardzo smaczny, do kawy idealnie pasuje! To może nie jest dobry pomysł na obiad, ale jeśli ktoś ma ochotę na słodkie ciacho, a w domu nie ma warunków, taki torcik będzie jak znalazł! Myślę, że będę wracać do niego nie raz. Niestety w przeciwieństwie do fasolki, torcik ten do najtańszych nie należy. Mały torcik (wielkości małego talerzyka) kosztuje 25 zł. Jednak naprawdę, opłaca się! Ten smak.... ehhh, ja go jadłam kilka dni :)






BIEDRONKA

I na koniec coś dla pizzomaniaków. Pizza z Biedronki - DONATELLO. To jest pizza bez glutenu i bez laktozy. Bardzo ją lubię. Jak na gotowca jest moim zdaniem obłędna! Kosztuje ok 12 zł, można czasem trafić w promocji, ale tak czy siak warto spróbować. Pamietam kiedyś zachciało mi się kupnej pizzy, zamówiłam w restauracji jak to przyjechało (a tanie nie było!), to po jednym kawałku musiałam wyrzucić, bo zupełnie niezjadliwe było. Natomiast ta pizzunia jest megaśna! Robi się w 15 minut, chrupiąca, z ciągnącym się serkiem. Polecam!

Aaaa! I jeszcze ważne info! Pod koniec 2019 roku pizza zdobyła certyfikat o czym świadczy przekreślony kłos na opakowaniu.



A jakie są Wasze odkrycia bezglutenowe?

Kupujecie czasem jakieś gotowce?

11:37

Sałatka z ananasem jakiej nie znałaś! Przepis BEZ GLUTENU!

Sałatka z ananasem jakiej nie znałaś! Przepis BEZ GLUTENU!

Dziś chciałam wam Kochani podać przepis na sałatkę, która skradła moje serce. Jadłam ją po raz pierwszy w Sylwestra. Przyniosła ją na naszą domówkę moja przyjaciółka. Zachwyciła mnie ta sałatką! Naprawdę! Aż się nie spodziewałam, że tak bardzo mi posmakuje. Muszę wam się przyznać, że gdy po świątecznym obżarstwie usłyszałam, że koleżanka na Sylwestra szykuje sałatkę, to mnie zemdliło. Pomyślałam sobie: "Boże, znowu sałatka!! Znowu majonez, znowu to samo?!!".

Tak bardzo się myliłam! 

Bo sałatka, wcale nie jest z majonezem, a jej składniki wcale nie są oczywiste. Mało tego, gdy zapytałam koleżankę o składniki, skrzywiłam się trochę, bo mi to wszystko do siebie jakoś tak nie pasowało. Być może i ty, pomyślisz po przeczytaniu tego artykułu, że te smaki się nie łączą! A mile się zaskoczysz! Gwarantuję!

Próbuj!

Sałatka z ananasem jakiej nie znałaś



Składniki:

pół sałaty lodowej

400 g piersi kurczaka lub indyka

puszka ananasa

puszka kukurydzy

opakowanie sera feta


Składniki na sos:

3 ząbki czosnku

1/4 szkl. oliwy

przyprawa do gyrosa


Sałatkę lodową, ananasa i fetę pokroić. Dodać kukurydzę, wymieszać. Indyka lub kurczaka pokroić, usmażyć na patelni z dwoma łyżkami przyprawy gyros. Gdy wystygnie dodać do pozostałych składników sałatki. 



A na koniec sos!

3 ząbki czosnku, 3 łyżki przyprawy do gyrosa wymieszać dobrze z oliwą. Tak przygotowany sos wlać do sałatki i wymieszać. 

W oryginalnej wersji na tą sałatkę należałoby wysypać grzanki. Jeśli nie masz problemu i możesz jeść gluten, albo masz w domu grzanki bezglutenowe syp śmiało! Myślę, że chrypiące grzaneczki dodatkowo podkręca smak sałatki.

Jeśli chcesz więcej fajnych przepisów i inspiracji na bezglutenowe potrawy. Zajrzyj do mnie na Instagram! 👇



Lubisz sałatki?

Masz swoją ulubioną?

10:26

Paszteciki bezglutenowe idealne na święta i Sylwestra!

Paszteciki bezglutenowe idealne na święta i Sylwestra!

 Witajcie!

To już mój ostatni wpis przed świętami. Muszę trochę podziałać w kuchni, zrobić zakupy... sprzątanie sobie odpuszczam w tym roku, bo zaraz po świętach planuję mały remont. Mąż trochę polata z odkurzaczem, dzieciaki ze ściereczkami i wystarczy! A po remoncie... po remoncie będę szczęśliwa bo nie znoszę rozpierdzielu w domu, a remont się z tym wiąże. 

Musimy kupić nowe łóżko, zmienić kolor ścian w pokojach. Tak, wiem, że zima to może nie najlepszy czas na tego typu przedsięwzięcia, ale biorąc pod uwagę to co się dzieje w tym kraju, ba w kraju - na świecie(!), nie mogę czekać z tym do lata.

No dobra, ale dość o moich planach. Miało być o pasztecikach - łatwych, smacznych i bezglutenowych co najważniejsze! Przepis, który wam dzisiaj podam wyhaczyłam na instagramie. Jeśli jeszcze cię tam nie ma wbijaj jak najszybciej! Dzisiaj podaję przepis tylko na paszteciki, farsz będziesz musiała wymyśleć sobie sama. Podpowiem tylko, że nadaje się tutaj farsz zarówno mięsny, kapuściany jak i na słodko. Ja te paszteciki zrobiłam w formie bułeczek z farszem mięsnym. Jeśli masz ochotę możesz je zrobić z dowolnym nadzieniem.

Paszteciki bezglutenowe




400 g chudego twarogu

2 jajka

18 łyżek płatków owsianych bezglutenowych delikatnie zmielonych (nie może być pył)

2 łyżeczki proszku do pieczenia

1/2 łyżeczki soli

Wszystkie składniki wymieszaj na gładką masę. Płatki bezglutenowe, jeśli używasz górskich należy najpierw trochę zmienić, będzie się łatwiej kulki z takich płatków lepić. Ja wrzucam do blendera i mielę chwilę. Z powstałych składników ulep kulę, od której odrywaj po kawałku ciasto roluj w dłoniach, zrób dziurkę i wkładaj farsz. Ja zrobiłam bułeczki, ale równie dobrze możesz z ciasta lepić kształt pasztecików.

Paszteciki układamy na blaszce, na papierze do pieczenia i wkładamy do piekarnika nagrzanego na 180 stopni na około 30 minut.

A jak już zrobisz paszteciki to może najdzie Cię ochota na mój piernik? :)

Zapraszam na mojego insta! 👇

11:40

Trzy pomysły na wegetariański, bezglutenowy obiad!

Trzy pomysły na wegetariański, bezglutenowy obiad!

Ostatnio bardzo mi podchodzą przepisy bezmięsne. Mięso można zastąpić na wiele sposobów. Ja najczęściej zastępuję je fasolą, warzywami, kostką sojową, tofu. Dzisiaj chciałam wam pokazać jak łatwo i szybko można zrobić wegański obiad, który będzie jednocześnie bezglutenowy, bo jak wiecie nie jadam glutenu od kilki lat.


MAKARON Z SOSEM POMIDOROWYM


Składniki:

Opakowanie makaronu bezglutenowego

Pół pora

Marchewka

1/4 małego selera

2 łyżki kukurydzy

Kawałek fety rozgniecionej widelcem

Przecier pomidorowy (u mnie ten z Biedry z kartonika sprawdza się najlepiej!)

Ulubione przyprawy (u mnie: sól, pieprz, bazylia, majeranek, papryka słodka, czosnek, 2 łyżki sosu sojowego bezglutenowego)

Najdłużej będzie się gotował makaron więc zacznij od niego. A tymczasem na patelni na łyżce oleju podsmaż pora, tarte na grubych oczkach warzywa. Zalej przecierem, dopraw. Na końcu sypnij kukurydzą. Podawaj z fetą, ale niekoniecznie. Moje dzieci na przykład jedzą bez.

Sos jest bardzo intensywny jeśli go posmakujesz i będzie dla Ciebie zbyt ostry. Możesz przełamać smak dodając dwie łyżki jogurtu kokosowego.


KOTLECIKI ZIEMNIACZANO-MARCHEWKOWE


Składniki:

3 małe ziemniaczki gotowane

1 średnia marchewka gotowana

1 mała cebulka krojona w kosteczkę

łyżeczka warzyw suszonych

jajko, sól pieprz

Ziemniaczki i marchewkę rozgnieć widelcem. Dodaj podsmażoną na masełku cebulkę. Dodaj pozostałe składniki, dopraw według własnego uznania i formuj kotleciki. Moje akurat smażyłam na patelni bez tłuszczu dlatego są takie chrupkie i brązowiutkie.


JAK SIĘ POZBYĆ CELLULITU JEDZĄC CUKINIE?


A na koniec coś na słodko! 


PLACUSZKI KUKURYDZIANE Z JABŁKAMI


Składniki:

1 jajko

Pół szklanki mąki kukurydzianej

2 miarki odżywki białkowej (u mnie malinowa)

Pół szklanki mleka sojowego

Jedno pokrojone w kosteczkę jabłko bez skórki

Wszystkie składniki mieszamy i smażymy na rumiano z obu stron. Placuszki pięknie rosną dzięki odżywce, są chrupiące i słodkie mimo tego że nie ma w nich cukru!

A najlepiej smakują ze skyrem! 👌

Smacznego!


Po więcej inspirujących przepisów zapraszam na mojego instagrama!

23:24

Śledzie z prawdziwkami, najlepszy przepis na święta!

Śledzie z prawdziwkami, najlepszy przepis na święta!

Witajcie!

Dziś mój kolejny przepis na świąteczny stół. Tym razem będzie śledzik. Ostatnio tak mnie naszło na ryby, że praktycznie co drugi dzień jemy. Zdrowo!

Chyba mój organizm czuje, że zima idzie, bo zimą zawsze pragnę śledzia :)

Dzisiaj chciałam wam podrzucić fantastyczny przepis na śledzie z grzybami. U mnie będą to prawdziwki, ale jak macie inne suszone grzybki to też wam się nadadzą.

Częstujcie się i piszcie w komentarzach czy wypróbujecie.  A może macie jakiś fajny przepis na śledzie u siebie na blogu? Śmiało, podawajcie linki, ja wciąż szukam inspiracji na świąteczne potrawy!

Śledzie z prawdziwkami, najlepszy przepis!




Składniki

400 g matiasów

garść suszonych grzybów

cebula

olej do smażenia

łyżeczka majeranku

liść laurowy

5 kulek ziela angielskiego

6 łyżeczek przecieru pomidorowego

1/4 łyżeczki ostrej papryki mielonej

2 łyżki octu (opcjonalnie)

pieprz do smaku

Matiasy rzecz jasna wymoczyć, by nie były słone. Ja moczę w mleku. Cebulkę pokroić w piórka i zeszklić na oleju. Grzyby ugotować (ok 15 minut w niewielkiej ilości wody), odsączyć (wody po grzybach nie wylewać!), pokroić w mniejsze kawałki. Dodać grzybki do cebulki i podsmażyć na leciutkim ogniu. W międzyczasie dodać koncentrat i wodę po grzybach. Jeśli wody będzie za dużo, odparować nadmiar, albo po prostu wlewać wodę grzybową z umiarem. Dodać listek laurowy, ziele, pieprz, ocet, wymieszać i chwilkę dosłownie jeszcze zostawić na ogniu. Wszystko ma mieć konsystencję gęstego budyniu. Następnie zdjąć z ognia i poczekać, aż wystygnie. Do pokrojonych matiasów dodać zimny sosik z patelni i wstawić do lodówki. Najlepiej smakują po 2 dniach, gdy wszystkie smaki i aromaty się ze sobą przegryzą.

Polecam na święta!

Naprawdę pyszne!

Chcesz inny przepis na śledzika?

Zajrzyj TUTAJ.

Zapraszam cię też na mojego INSTA, znajdziesz tam więcej pysznych inspiracji!



14:46

Kapusta kiszona po domowemu! Sposób na zimową odporność!

Kapusta kiszona po domowemu! Sposób na zimową odporność!

Kapusta kiszona to u nas obowiązkowy dodatek do niemal wszystkich dań, gdy tylko zaczyna się sezon jesienny. Kapusta kiszona jest nie tylko smaczna, ale także bardzo zdrowa. Zawiera mnóstwo witamin, poprawia przemianę materii i łagodzi stres. 

Dlaczego warto jeść kapustę kiszoną?

Kapusta kiszona zawiera witaminy: B, C, K, E, P i U, betakaroten, sole mineralne, sód, wapń, potas, fosfor, magnez, żelazo. Dzięki tym wszystkim wyżej wymienionym składnikom kapusta kiszona doskonale nadaje się do oczyszczania organizmu. Jest to jeden z tańszych sposobów na oczyszczanie, a jednocześnie bardzo zdrowych, bo naturalnych.

Kapusta kiszona jest idealnym sposobem na oczyszczanie organizmu. Teraz to bardzo ważne, bo od tego zależy nasza odporność i zdrowie. Podam wam dzisiaj mój sposób na domową kapustę kiszoną i moje dwa sprawdzone sposoby na oczyszczanie organizmu z taką właśnie kapustą.

Ten przepis, który za chwilę przeczytasz, to przepis mojej mamy. Kapusta z tego przepisu wychodzi obłędna!

Kapusta kiszona po domowemu





1 kg poszatkowanej kapusty 

5 marchewek (możesz dać mniej)

1łyżka soli  

1 łyżeczka cukru 

Wszystko połączyć w garnku kamiennym lub w emaliowanym i utłuc porządnie do pojawienia się soku. Przykryć i odstawić w ciepłe miejsce na 2-3 dni. Gdy  pojawi się tzw. szum przykryć np. talerzem i sprawdzać czy sok jest nad talerzem, bo powinien się tam za jakiś czas pojawić. Zostawić na ok 2-3 tygodnie w cieple, potem przełożyć do słoików lub wynieść np. na balkon. Przechowywać w chłodzie.

Kapusta kiszona przyda wam się do świątecznych przepisów, a po świętach do oczyszczania organizmu po świątecznym obżarstwie!


Moje dwa sposoby, na oczyszczanie organizmu kapustą kiszoną:

 

1. Przekąska z kapusty kiszonej

Taką przekąskę warto jeść co jakiś czas, by poprawić stan swojego organizmu. Kapusta kiszona bowiem nie tylko oczyszcza organizm z toksyn i złogów, ale także poprawia odporność i pracę układu immunologicznego.

Kapustę kiszoną skropić olejem lnianym, który sprawi, że lepiej zostaną wchłonięte do organizmu witaminy, można dodać do niej jabłko i drobno posiekaną cebulkę, albo orzechy włoskie i orzechy nerkowca. W zależności od naszych upodobań obie wersje są rewelacyjne jeśli chodzi o walory smakowe o obie bardzo dobrze działają na organizm.


2. Pij sok z kapusty kiszonej

Jeśli zdecydujemy się na detoks kapustą kiszoną pamiętajmy, by wybrać jak najlepsze źródło. Kapusta kiszona jedna nierówna drugiej, wiadomo, że ta którą kupimy w sklepie, zapakowaną w woreczek foliowy, będzie nierówna tej kupionej na targu z wiaderka. Starajmy się kupować kapustę kiszoną, która nie jest konserwowana, albo sztucznie ulepszana dla walorów smakowych. Picie soku z kiszonej kapusty dotlenia organizm, oczyszcza i dostarcza witamin, które są najłatwiej i najszybciej przyswajane, bo w formie płynu. Detoks kapustą kiszoną najlepiej wykonywać w weekend wypijając 3 szklanki soku dziennie. Oczywiście zachęcam też do robienia w domu kapusty kiszonej, wbrew pozorom nie jest to wcale trudne!




10:36

Jak uratować nieudane ciasto, czyli moje piernikowe trufle z pijaną wiśnią

Jak uratować nieudane ciasto, czyli moje piernikowe trufle z pijaną wiśnią

Pisałam wam ostatnio o moim nieudanym wypieku. Obiecałam zdradzić co można zrobić z takim felernym ciastem, by nie wyrzucać do kosza jedzenia. Ja znam 3 sposoby! Za chwilę je zdradzę. Podam wam też fajny przepis na piernikowe trufle. Kilka dni temu wstawiłam na mojego instagrama zdjęcie tych moich trufli i okazało się, że wzbudziły wasze zainteresowanie. Kilka osób zapytało o przepis. Nie było wyjścia musiałam więc go odtworzyć! Ale od początku...



Najpierw zrobiłam pierniczki. Przepis był prosty, zaledwie kilka składników, miały wyjść idealne, a wyszły totalnie obrzydliwe. Szkoda mi było wyrzucić 30 ciastek więc pomyślałam, że je uratuję. Powiem wam co zrobiłam, ale wybaczcie, że nie podam idealnego przepisu, tzn. idealnych wartości składników. Tak naprawdę to każdy z was może to zrobić po swojemu i też wyjdzie.

Sposób pierwszy - trufle piernikowe

Nieudane ciastka pokruszyłam, wrzuciłam po prostu do blendera i zrobiłam z nich pył. Ciastka moje były nieudane nie tylko ze względu na gorzki smak, ale także ze względu na to, że po prostu były mega suche. Tak się właśnie bardzo często zdarza w przypadku wypieków bezglutenowych. Mąki bezglutenowe nie dają takiego sprężystego ciasta jak mąka pszenna, ale i z tym sobie poradzimy!

Do pokruszonych ciastek należy dodać ok. 2 łyżki masła orzechowego, 2 łyżki oleju kokosowego i 3 łyżki powideł. Te wartości oczywiście w waszych przepisach mogą być zmienne. Te "mokre składniki", które dodacie mają za zadanie skleić ciasto tak aby dało się z niego formować kulki. Jedno co moim zdaniem jest ważne to powidła powinny być gęste i kwaskowate, więc nie truskawkowe, malinowe czy brzoskwiniowe, a najlepiej wiśniowe, śliwkowe... ja użyłam powideł ze Schroniska Smaków Magdy Gessler - są idealne!


Do środka każdej trufli ja włożyłam wisienkę. Takie wiśnie zostały mi po robieniu nalewki wiśniowej. Jeśli nie masz wiśni możesz włożyć coś innego, np. suszoną śliwkę, rodzynka, kawałek czekolady... Na koniec kulki warto obtoczyć np. w wiórkach kokosowych, albo w orzechach jak lubicie, nada się do tego także mąka migdałowa, kokosowa, a nawet kakao. Co kto lubi! :)



Sposób drugi - spód do tarty

Drugim sposobem na uratowanie nieudanego ciasta jest zrobienie z niego spodu do tarty. W tym wypadku wystarczy rozpuścić olej kokosowy, kilka tabliczek czekolady i dodać do pokruszonego ciasta. Tutaj także liczy się wyobraźnia. Dodawajcie rozpuszczoną czekoladę z olejem powoli do czasu aż ciasto stanie się sprężyste jak plastelina. Następnie wylepcie nim tortownicę i spód pod tarte gotowy. 

Sposób trzeci - kruszonka

Ten sposób jest chyba najprostszy, ale jednocześnie nie zawsze się sprawdzi. Jeśli nie wyszły wam ciastka i nie jest to szczyt wkurzenia, macie siłę na kolejny wypiek, zostawcie ja sobie i użyjcie jako kruszonkę do innego ciasta. Możecie takie pokruszone pierniczki czy inne kruche ciasteczka przechowywać w słoiku. Ja tak robię jeśli mi coś nie wyjdzie. Nie lubię wyrzucać jedzenia, ale tak naprawdę to od was zależy czy w ferworze walki z nieudanym wypiekiem wywalicie wszystko do śmietnika czy zachowacie zimną krew i postaracie się jakoś uratować swoje nieudane dzieło 😉

Samych udanych wypieków wam oczywiście życzę!

A Ty w razie jakby ci nie wyszło to co robisz, wyrzucasz czy ratujesz?

20:18

Najlepsze krokiety bezglutenowe z kapustą i grzybami polecają się na święta!

Najlepsze krokiety bezglutenowe z kapustą i grzybami polecają się na święta!

Szukacie już pomysłów na świąteczne smakołyki? Ja wczoraj znalazłam przepis na pierniczki bezglutenowe. Napaliłam się jak szczerbaty na suchary, miały być takie proste, szybkie, same ochy i achy. 15 minut roboty, a co mi tam! Zrobiłam. Jak się to to upiekło... to jedyne co mi wyszło to zapach. Szkoda, bo chciałam was uraczyć nowym przepisem na pierniczki. Niestety tamte prawie poszły do kosza, a wyszło mi ich chyba z 20. Piszę prawie, bo znam kilka sztuczek na to jak uratować ciasto, które nie wyszło. W kolejnym poście zdradzę co zrobiłam z tymi nieudanymi piernikami, a tymczasem  kolejny przepis z serii świątecznych. U mnie obowiązkowo na świętach barszcz i krokiety, uszka albo paszteciki. Dziś padło na krokiety! Łapcie przepis i koniecznie dajcie znać jak wam wyszło!

Aha i pamiętajcie żeby przepisy brać zawsze tylko ze sprawdzonych blogów, nie warto łapać przepisu, bo autor napisał, że w 10 minut zrobicie mega pierniczki! ;)


Najlepsze krokiety bezglutenowe


Tych krokietów nie zrobisz w 10 minut, ale za to będziesz wracać do tego przepisu nie tylko w święta, gwarantuję! 


Składniki:

500g kiszonej kapusty

50g suszonych grzybów

1 średnia cebula

sól, pieprz

1 łyżka oleju

Kapustę kiszę sama, bo uważam, że nie ma lepszej kapusty jak ukiszona własnoręcznie. Jeśli będzie zainteresowanie, to w kolejnym poście podam wam mój przepis na najlepszą kiszoną kapustę ever! Taką ukiszoną kapustę ja najpierw obgotowuję 15 minut, ale wiem, że nie wszyscy tak robią, ja uważam, że jest o wiele lepsza jak jest obgotowana, bo jest wtedy mięciutka i smaczna. Gdy kapusta zmięknie odlewam ją z wody. Wody po kapuście absolutnie nie wylewam! Robię na niej kwaśnicę, jestem zwolenniczką zero waste :)

Grzybki też obgotowuję do miękkości około 10-15 minut. Gdy zmiękną odlewam i kroję w kosteczkę. Na łyżce oleju podsmażam drobno pokrojoną cebulkę, dodaję grzyby, kapustę i obsmażam całość doprawiając solą i pieprzem do smaku. Mój gotowy farsz wygląda tak:

Gdy farsz wystygnie wypełniam nim naleśniki. Jak przygotowuję najlepsze na świecie naleśniki bezglutenowe? Podawałam przepis na moim Instagramie, ale zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy ma Insta, więc wrzucam przepis też tutaj:

🔸️IDEALNE NALEŚNIKI BEZGLUTENOWE🔸️

📍0.5 szkl wody

📍0.5 szkl mleka roślinnego

📍0.5 szkl mąki ryżowej

📍0.5 szkl mąki ziemniaczanej

📍2 jajka

📍Łyżka oleju

📍Szczypta soli

Wszystkie składniki mieszamy na gładką masę. Smażymy na gorącej patelni z obu stron. Ciasto na te naleśniki jest mocno wodniste, ale takie ma być! Przed wylaniem na patelnię trzeba dobrze je wymieszać, bo może się rozwarstwiać!

Gotowe krokiety u mnie wyglądają tak, chociaż jeśli chcesz możesz je jeszcze obsmażyć w panierce, ja tego nie robię ze względu na dietę mojego męża, który nie powinien jeść smażonego.


Po więcej inspiracji bezglutenowych zapraszam TUTAJ.


A może masz ochotę na takie prawdziwki? 👇


Szukasz jakiegoś bezglutenowego przepisu świątecznego?

Daj znać w komentarzu, zobaczymy co się da zrobić... 😏

Copyright © 2016 Diety i ich sekrety , Blogger