Kolagen naturalny Colway
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą głodówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą głodówka. Pokaż wszystkie posty

21:04

Jak oczyścić organizm z toksyn?

Jak oczyścić organizm z toksyn?
Poczytałam dzisiaj troszkę o oczyszczaniu organizmu i jeśli pozwolicie, chcę się z wami podzielić swoimi przemyśleniami. Jak się okazuje detoksykacja organizmu jest to temat ostatnio bardzo popularny, chyba nie zdawałam sobie z tego sprawy, baaaardzo dużo na ten temat jest informacji w internecie. Na stronach o zdrowiu i dietach posty kwitną jak kwiaty po deszczu, na forach internetowych niemalże słychać zagorzałe rozmowy, w takim razie i ja przyłączę się do tej globalnej dyskusji.
Oto jakie sposoby na detoksykację ja znalazłam:

Metoda ziołowa
Polega na wykorzystaniu ziół, które oczyszczają nasz organizm z toksyn i zbędnych produktów przemiany materii. Na początku wydawało mi się, że zioła można jedynie pić, ale jak pogrzebałam głębiej okazało się, że zioła doskonale działają także zewnętrznie - jeśli się w nich np. wykąpiemy.
Zioła do picia: dziurawiec, fiołek trójbarwny, skrzyp polny, pokrzywa... To tylko niektóre z nich, jak poszukacie w internecie to się przekonacie, że jest ich naprawdę wiele. Ja te akurat znam i czasami piję. Do tej pory zdarzało mi się pić wyżej wymienione herbatki, bo mi smakowały i jak miałam dość herbaty liściastej, zaparzałam sobie pokrzywę albo inną ziołową herbatkę, którą akurat miałam pod ręką, nie wiedząc nawet, że oprócz fajnego smaku oczyszczałam się od wewnątrz. 

Źródło:polki.pl


Oprócz picia herbatek podobno bardzo fajnie oczyszczają kąpiele ziołowe. Przyznam, że ja nie próbowałam jeszcze kąpać się w ziołach nie licząc rumianku, a wy? Poszperałam trochę w internecie i znalazłam ziołowe mieszanki oczyszczające do kąpieli. W sumie to może być całkiem niezły pomysł wykapać się w badylkach, a co mi szkodzi! Może niebawem wypróbuję i dam wam znać jak to działa.
No i jeszcze coś... z ziół można też robić nalewki, mniam! Też warte przemyślenia... tylko trzeba tu uważać, żeby kieliszeczek ten "dla zdrowotności" nie stał się codziennym rytuałem, który wejdzie nam w krew, hehe...

Źródło:sudawia.pl


Kropelka cytryny
Wiecie, że cytryna jest kwaśna, prawda? A mimo to, że jest kwaśna ma odczyn zasadowy! (nie wiem jak dla was, dla mnie to odkrycie!).  A wiecie, że spożywanie dużej ilości mięsa i cukrów bardzo zakwasza organizm? NO! To już wiecie! Ten mały, żółty, kwaśny owoc jest idealnym wspomagaczem w kuracji oczyszczającej. Wystarczy wycisnąć sok z cytryny i dodać go do butelki wody, popijanie takiej wody z cytryną będzie także wspomagać pracę wątroby i całego układu trawiennego.

Źródło:vitoos.blox.pl


Owoce i warzywa
Jedzenie dużo owoców i warzyw nie tylko dostarcza organizmowi cennych składników mineralnych i witamin, ale także pozwala zawartemu w nich błonnikowi "wymieść" zalegające resztki pokarmu z naszych jelit. W internecie wiele razy spotkałam się z opinią, że warto przynajmniej raz na jakiś czas zastosować kurację owocowo-warzywną, czyli jeden dzień jeść tylko owoce i warzywa oraz pić soki owocowo-warzywne. Jedzenie wyłącznie owoców i warzyw można zastosować w ciągu jednego dnia, albo przedłużyć kurację na kilka kolejnych dni, a nawet tygodni, ale to już będzie swego rodzaju dietą owocowo-warzywną. Musimy jednak pamiętać, że zanim zdecydujemy się na dietę oczyszczającą, warto poczytać o tym jak ją stosować i jakie skutki może wywołać. Niech wam się nie wydaje, że przez tydzień jedzenia samej zieleniny nagle wrócicie do swoich dawnych nawyków! W ten sposób tylko możecie zrobić sobie krzywdę!

Źródło:e-detox.pl


Tabletki oczyszczające
Na pewno niejedna z nas już o nich słyszała, albo przynajmniej widziała gdzieś ich reklamę. Jak działają? Nie wiem, bo nigdy nie stosowałam, ale domyślam się, że w swoim składzie mają zioła, błonnik i inne składniki, które powodują oczyszczanie organizmu z toksyn. Ostatnio bardzo popularne są Acai Berry - tabletki z jagód acai wywodzących się z Ameryki Południowej. Może, któraś z was już je testowała i zechce się podzielić doświadczeniem? 

Źródło:nutrina.pl


No i głodówka. Ostatnio już o niej sporo pisałam, więc tym razem przemilczę, bo nie lubię się powtarzać. 



Na koniec tylko jeszcze krótko wspomnę o tym, że oprócz tych wymienionych przeze mnie metod na detoksykację organizmu wciąż powstają nowe... a to zabiegi oczyszczające, które można wykonać w gabinetach odnowy, a to plastry oczyszczające, a to akupunktura, masaże... No jest tego trochę, ja nie jestem zwolenniczką tego typu metod, wolę raczej naturalne i mniej inwazyjne sposoby. Chociaż, właśnie mi się przypomniało, że mam koleżankę, która regularnie robi sobie lewatywy... SAMA! Mogę nawet śmiało powiedzieć, że jest od nich uzależniona. No cóż ludzie widać mają różne... hmm..upodobania? ;)

22:11

Głodówkę zaliczyłam i przeżyłam!

Głodówkę zaliczyłam i przeżyłam!
Dzień głodowy mogę uznać za zaliczony. Opowiem wam teraz o moich odczuciach. Na początku było w porządku. Wylegiwałam się dość długo w łóżku. Około 10 wstałam, zrobiłam sobie kawę (tak kawę! niestety nie umiem się jej wyrzec :( to chyba z racji, że jestem niskociśnieniowcem 90:60, także same rozumiecie, bez kawy jestem trup ;) ). Po kawce zajęłam się sprzątaniem, potem spacer z dzieckiem... dopiero jak wróciłam ze spaceru około 16.00... zaczęło się! Czułam jak żołądek przyrasta mi do kręgosłupa, jedzenia pachniało mi z lodówki, chociaż nie ważyłam się otwierać jej drzwi... i ogólnie zaczęłam być rozdrażniona. Ja jednak chyba nie potrafię nie jeść nic. Czas mi się cholernie dłużył, ciągle patrzyłam na zegarek i żłopałam wodę z obrzydzeniem. O 19.00 przyszedł prawdziwy kryzys, rozbolała mnie głowa, że o brzuchu nie wspomnę... boooszzz, myślałam, że nie wytrzymam, ale jakoś dałam radę. Najgorsze było to, że nie byłam sama, tylko z moją córcią, która przecież musiała coś jeść. Ten czas kiedy ją karmiłam, mogę śmiało określić mianem samobiczowania. Może pomyślicie, że wredna ze mnie matka, ale dziś moje dziecko jadło wszystko to co nie miało zbyt mocnego zapachu i to czego nie zjadłabym ja (czyli kaszki mleczno-ryżowe, zacierkę i dużo owoców). Na szczęście jakoś dałam radę. Nie wiem czy ten jednodniowy post mi coś dał. Na pewno sprawdziłam sama siebie i stwierdzam, że JESTEM SILNA W POSTANOWIENIACH. Mąż jak wrócił z pracy i dowiedział się, że cały dzień nic nie jadłam i po co to zrobiłam stwierdził krótko:

-Jak się chciałaś sprawdzić, to trzeba było po prostu mnie zapytać, ja od razu bym ci powiedział, że twarda z ciebie sztuka, w końcu udowodniłaś mi to nie raz!
Rozbawił mnie tym naprawdę! Ehhh, ci faceci! ;)

Cieszę się bardzo, że dałam rade głodować, ale wiecie co? Mam nadzieję, że się nie obrazicie na mnie jak się oddam w objęcia Morfeusza? Wiem, że to chyba jeden z moich najkrótszych postów, ale już nie mogę... Na zegarku co prawda dopiero 22.00, ale to niejedzenie zupełnie pozbawiło mnie sił. Muszę się położyć, bo mam wrażenie, że zaraz padnę jak mucha, albo co gorsza pobiegnę do lodówki! ;)
Na koniec, mam dla was jeszcze linka, którego przed chwilką dostałam od kumpla. PRODIGY najlepsze! :)


DOBRANOC!


12:37

Dzień... Dobry?!

Dzień... Dobry?!
Dzisiejszy post miał być pod tytułem: „Jak wyleczyć się z chandry?”, ale nie będę długo o tym dziś nawijać…chyba, hehe
A więc z chandry najlepiej się wyleczyć w następujący sposób: mieć wspaniałego męża, który widząc żonę smutną budzi ją rano świeżo zerwanymi kwiatami.



Dobrze mieć przy swoim boku kogoś takiego jak Ty Skarbie! Dziękuję Ci J
No i w związku z tym mam dziś nastrój iście poetycki, romantyczny…
A to mój ulubiony kawałek na takich chwile jak ta:



Dobra! A teraz coś w temacie. Tak jak mówiłam zamierzam jutro cały dzień nic nie jeść. Ciekawe czy dam radę i co mi to w ogóle da, hehe. Jakby nie było postanowienie poczyniłam i teraz zamierzam dotrzymać słowa. Lubię eksperymenty, więc z entuzjazmem podchodzę również do tego… Obym tylko nie padła, bo jutro jestem cały dzień sama z dzieckiem.
Wiecie co, w sumie tak sobie myślę, że chyba nie powinno być jednak aż tak źle, bo ja odkąd jestem na tej czekoladowej diecie, to naprawdę niewiele jem. Rano wstaję około 6.00, w domu nie jem nic, potem po 8.00 w pracy piję kawę, śniadanie około 11.00. Około 13.00 jem jakiś obiad, który przynoszę sobie z domu w niewielkim pojemniczku. A to ryż z kurczakiem, a to kasza gryczana z warzywami… i tyle. W międzyczasie zdarza mi się, że jestem głodna, więc już sobie powiedziałam, że żadnych zapychaczy, tylko owoce suszone albo żywe. Wracam do domu, a tam jak dziecko mi zawiśnie na szyi, tak nie mam czasu do 17.00 na nic, czasem nawet nic nie pije, bo MUSZĘ SIĘ BAWIĆ. Ok 19.00 zaczynają się wieczorne rytuały czyli: wieczorna wścieklizna, kąpiel, czytanki itd… i nim się obejrzę jest 21.00. A o tej porze chociaż włącza mi się ssawa, to nawet już nie staram się nie jeść, tylko PO PROSTU NIE JEM! No i co, to dużo? Wydaje mi się, że nie, więc może ja przesadzam z tym, że nie dam rady się oczyścić w sobotę.. he?
Właśnie mi przyszło coś do głowy. Może nawet nie tyle przyszło do głowy, co właśnie mi się przypomniało, że w książce o diecie czekoladowej jest taka rada, aby prowadzić dzienniczek i każdego dnia zapisywać co się je. Może i ja powinnam coś takiego zastosować. Tylko kurcze, obawiam się, że jestem na tyle leniwa, że mi się nie będzie chciało… Muszę to przemyśleć. Dziewczyny, a może któraś z was prowadziła taki dzienniczek? Sprawdza się to czy szkoda czasu? Poradźcie coś!
Na koniec zrobiłam wam zdjęcie tego co dziś przyniosłam sobie do zjedzenia w pracy:




Sałatka (ryż, szynka konserwowa, kukurydza, cebulka słodka, papryka, ser żółty, natka pietruszki i sos: jogurt+ząbek czosnku+sos sojowy), dwie śliwki, pojemniczek malin oraz nektarynka.
Spróbujcie tej sałatki, jest pyszna!

22:21

Wieczorna Niechcica

Wieczorna Niechcica
Cześć dziewczyny!
Miałam wam napisać coś optymistycznego, ale chyba nie dziś. Ogarnęła mnie wieczorna niechcica. Dziś nic mi się nie chce, brak mi energii i pozytywnej afirmacji, bu!
Mam nadzieję, że to chwilowe, wieczorowe..
Nie wiem czy ten mój nastrój spowodowany jest paskudną pogodą, która ogarnia moje miasto już drugi dzień, czy nadchodzącym kryzysem, oby to pierwsze, bo mówią, że od jutra ma się poprawić.
Co dziś robiłam? NIC. Naprawdę jedno wielkie NIC! nawet w pracy się opieprzałam, nie pomagało jedzenie czekolady, nie pomogły trzy kawy...
Moja waga stanęła w miejscu :( Chyba mój plan na wrócenie do rozmiaru 38 legł w gruzach. Nie, nie poddaje się, jeszcze nie teraz! W sumie to sama nie wiem czego chcę, przecież nie odchudzam się nawet miesiąca. Nie wiem co sobie wyobrażałam, że będę żreć czekoladę i chudnąć w oczach?! 
Rozmawiałam dziś z koleżanką, która ma za sobą drastyczną dietę oczyszczającą i mówi, że czuje się dzisiaj dokładnie tak samo jak ja. Tyle tylko, że ja się jej nie dziwię, moim zdaniem jest hardkorem, bo przez tydzień czasu nie jadła NIC! Wyobrażacie to siebie? Nie jeść NIC??? Zupełnie NIC!? Jedyne co robiła to piła hektolitry wody. Dieta, o której mi opowiadała polega na rezygnacji z jedzenia i picie tylko wody, by oczyścić organizm z toksyn. Patrząc na nią nie jestem pewna czy jej się udało, mimo, że przetrwała tak długo. Wyglądała na bardzo zmęczoną, miała sińce pod oczami i szarą cerę. Mówi, że straciła chęć do życia i zupełnie brak jej energii. Nic dziwnego, skąd ma brać energię? Z wody? Pierwsze dni ponoć są najgorsze. Bóle głowy, mroczki przed oczami... Patrzyłam na nią i zastanawiałam się, jak można się tak katować mając idealna figurę. Tłumaczyła, że wszystko dla dobra sprawy, dla wyrzucenia z siebie toksyn i złogów. Teraz przed nią najgorsze-moim zdaniem, bo teraz choć czuje straszny głód, nie może rzucić się na jedzenie, bo mogłaby zrobić sobie krzywdę, teraz musi jeść powolutku i każdego dnia, wprowadzać do jadłospisu nowe potrawy i smaki. Trzymam za nią kciuki i mam nadzieje, że to się nie skończy na wrzodach, albo szpitalu. To bardzo trudne odmawiać sobie jedzenia i jeść tylko niektóre potrawy i to w małych ilościach. Akurat to znam z autopsji, bo po urodzeniu dziecka musiałam trzymać ścisłą dietę, a tego nie lubię. Także wiem co mówię. Myślę tak i myślę o mojej koleżance i coś sobie postanowiłam. W sobotę zrobię sobie głodówkę. Po dzisiejszej rozmowie zaczęłam czytać o głodówkach w internecie. Nie jestem taka twarda, by zrezygnować z jedzenia przez kilka dni, ale jednodniowa głodówka też podobno daje radę i zamierzam sprawdzić jak to zadziała na mnie :)
Oczywiście nie omieszkam wam o tym napisać, obiecuję! Trzymajcie kciuki, mam nadzieję, że mi się uda nie jeść nic przez jeden dzień.
Na koniec coś pozytywnego. Zobaczcie jak wyglądał wczoraj mój obiadek:



To superpyszne i łatwe danie z przepisu Nikoli o którym ostatnio pisałam :)
Zdjęcie oczywiście nie oddaje smaku, ale uwierzcie mi, że jedzonko jest pyszne!

Ps. Aha, oczywiście z wczorajszych zakupów przyniosłam dwie koszulki z Reserved dla męża i skarpetki z Hello Kitty, dla niuni. WNIOSEK: świetna ze mnie matka i żona, ale chyba gdzieś po drodze straciłam cechy prawdziwej kobiety, która to nie wychodzi ze sklepu jak sobie czegoś nie kupi. Niestety nie zmieściłam się w nic, co mi się podobało. Cholerrrne wyprzedaże! Widać rozmiar 42 jest najpopularniejszy :(


Copyright © 2016 DS , Blogger