Ja dzisiaj tylko na chwilę, bo akurat nie mam dziś zbytnio czasu, ale ponieważ wczoraj doznałam szoku po przeczytaniu pewnego artykułu, muszę się z wami moim szokiem podzielić ;)
W jednym z moich postów pisałam już o różnych dziwnych metodach na odchudzanie, wszystkie także doskonale znamy odsysanie tłuszczu i inne liposukcje... działa, nie działa- nie wiem, nie próbowałam, ale słyszałam, że średnio. Natomiast wczoraj natknęłam się na artykuł o nowej rewolucyjnej metodzie na odchudzanie. Oczywiście bez diety, bez wyrzeczeń, bez żmudnych ćwiczeń...
ZELTIQ
Pod tą nazwą ponoć kryje się to wszelakie dobro, które ma uszczęśliwiać kobiety na całym świecie. Co to takiego jest ten Zeltiq?
"Zeltiq jest urządzeniem przeznaczonym do całkowicie nieinwazyjnego usuwania tłuszczu... Urządzenie wykorzystuje zjawisko kriolipolizy, czyli uszkadzania komórek tłuszczowych przez niską temperaturę otoczenia. Po to, by niska temperatura działała uszkadzająco tylko na tkankę tłuszczową, Zeltiq wyposażony jest w specjalne sensory zapobiegające odmrożeniu skóry. Jest idealnym zabiegiem dla osób, które chcą pozbyć się nadmiaru tłuszczu w okolicach brzucha, boków tułowia („love-handles”), boków pleców...Technicznie zabieg polega na przyłożeniu aplikatora chłodzącego, który po zassaniu fałdu tłuszczowego, chłodzi tkankę tłuszczową przez 1 godzinę..." (Źródło:www.klinikaambroziak.pl).
Nie zapomnijmy dodać, że zabieg jest wyjątkowo bezpieczny, bezbolesny no wręcz relaksujący i przyjemny.
EFEKTY?
Proszę bardzo :)
Moim skromnym zdaniem szału nie ma, biorąc po uwagę, że jedna aplikacja kosztuje blisko 2000 zł, a znając życie to na jednym tak zwanym zabiegu się nie kończy. Ja w każdym bądź razie chyba jednak nie poddałabym swojego brzucha zamrażaniu. Wolę te swoje 30 brzuszków dziennie i powooooli, ale do celu.. :)
A wy co myślicie?






