Obserwatorzy

niedziela, 29 września 2013

Akupresura wspomaga odchudzanie

Słyszałyście kiedyś o akupresurze? Akupresura to stymulowanie określonych punktów na ciele. Ta lecznicza metoda pochodzi z Chin i znana była już w starożytności. Na początku była akupunktura, natomiast akupresura jest jakby jej siostrą. Chińczycy od wieków wierzyli w to, że na ludzkim ciele znajdują się punkty, zakończenia nerwowe, które mają powiązania z organami wewnętrznymi. A Ty, wierzysz w to, że masaż i uciskanie różnych miejsc na dłoniach, stopach czy głowie przynosi ulgę w bólu, leczy niektóre choroby, czy w końcu wspomaga odchudzanie?

JA WIERZĘ!

A dlaczego? Bo chociaż nie stosowałam jeszcze akupresury podczas odchudzania, to przyznam, że uciskałam punkty na stopach gdy bolała mnie głowa, gdy pobierała mnie grypa, albo gdy miałam okres i słabo się czułam. I wiecie co, to naprawdę działa! Dostałam kiedyś od mamy na urodziny książkę o refleksologii:


A moja mama muszę podkreślić, że jest bardzo specyficzną osobą, wierzy w magię, zabobony i te wszystkie dziwne techniki lecznicze.. Uśmiechnęłam się i schowałam książkę gdzieś tam głęboko w szafce, ale kiedy moja córcia miała któregoś pięknego dnia straszną kolkę i ból brzucha, zadzwoniłam do mamy z prośbą o pomoc i co usłyszałam:
-Zrób małej masaż, dokładnie taki jak opisano w tej książce co ci dałam..
Puknęłam się w głowę i popędziłam do apteki, dałam jej coś na wzdęcia, robiłam okłady i nic! W końcu zajrzałam do tej cholernej książki i odszukałam masażu, który wykonuje się na stopach w przypadku bólu brzucha. Możecie mi nie wierzyć, ale po kilku minutach mała zasunęła takiego bąka, który zakończył się konkretnym kleksem, że chyba tego nie zapomnę do końca życia! Od tamtej pory wierzę w siłę akupresury. A dlaczego wam o tym wszystkim mówię? Bo wczoraj przeczytałam fajny artykuł o akupresurze, która wspomaga odchudzanie. Ja już tego nie sprawdzę, ale te z was, które się odchudzają może zechcą wypróbować na sobie i podzielić się z innymi swoimi przemyśleniami na temat chińskiej metody dobrej na wszytko! ;)
Oto co trzeba zrobić, by chudnąć szybciej podczas odchudzania:
Na twarzy masz trzy punkty, które systematycznie uciskane wywołują uczucie sytości i pomagają schudnąć: 

PUNKT PIERWSZY: Otwórz szeroko usta, tuż przed uchem masz taką niewielka dziurkę
PUNKT DRUGI: Wgłębienie między brodą, a dolną wargą
PUNKT TRZECI: Wgłębienie między nosem, a górna wargą

Polecam wypróbować tą nieinwazyjną metodę, nic nie tracicie, a zyskać naprawdę można dość dużo. No i polecam zapoznać się z tzw. refleksologią. W książce, która ja mam jest wiele metod na pozbycie się właściwie każdego rodzaju bólu. Na mnie to działa, na moje dziecko również.. czasem wolę pomasować sobie stopę niż łykać tabletki, które przecież tylko oszukują mój mózg, że niby nic mnie nie boli.

No to jak? Któraś się odważy? A może już znacie tą metodę wspomagającą odchudzanie? Piszcie w komentarzach o swoich doświadczeniach i o tym co myślicie o akupresurze! :)

Read More




czwartek, 5 września 2013

Dlaczego warto jeść cukinię?

Dietę na razie zarzuciłam, ale nie pisanie, a więc dzisiaj znowu jestem :)
Czasami zastanawiam się co ugotować na obiad. Musi być to coś szybkiego, ale zarazem zdrowego, coś łatwego, ale zarazem smacznego, a gdyby tak jeszcze dorzucić do tego niewielki koszt to byłoby super. No właśnie, dziewczyny, co wy jadacie na co dzień? Jak wygląda wasz jadłospis gdy nie jesteście na diecie? Co gotujecie swojej rodzinie tak, aby każdy zjadł ze smakiem i jednocześnie naprawdę był zadowolony z obiadku? Mój mąż mógłby żyć na kanapkach albo spaghetti. Czasami gdy jestem w tzw. delegacji i nie ma mnie w domu przez kilka dni, jest więcej niż pewne, że choćby miał pełną lodówkę, to i tak będzie jadł kanapki, spaghetti... o albo śledzie ze słoika! No niby super, bo jest bardzo ekonomiczny, nie zajada się codziennie schabowymi albo kebabem, ale z drugiej strony, nie można codziennie żreć tego samego! Mój ojciec z kolei to typowy facet. Na obiad obowiązkowo zupa i drugie danie, a to danie to schabowy, mielony, albo bigos, na wszystko inne pluje i tylko psuje innym apetyt. Ja z kolei lubię eksperymentować i na szczęście nie mieszkam już z wybrednym tatusiem, a moja męża lubi moje kulinarne wariacje. Nigdy nie zapomnę jak to kiedyś zrobiłam na obiad lasagne z krakersów! Postawiłam na stole, a on tak patrzy, patrzy i nagle mówi: na obiad dzisiaj ciastoooo?! Ale w końcu zjadł i to nawet dwie dokładki.Zbyt wybredny nigdy nie był, aczkolwiek jak go "brałam", to nie jadł kilku rzeczy, których go po tych ładnych paru latach jeść nauczyłam :) Jedną z takich rzeczy, których moja męża nie jada była cukinia. Nigdy tego nie rozumiałam jak można nie lubić tego zielonego kabana, przecież on ma praktycznie neutralny smak! Ani to słodkie, ani słone, ani ostre... a jakie pożywne! Kiedyś robiłam z cukinii wyłącznie leczo, dziś uwielbiam cukiniowe wariacje! Placki z cukinii, cukinię nadziewaną, bigos z cukinii, zupę krem z cukinii, a także bardzo często dodaje ja po prostu do różnych dań. Ponieważ sezon na cukinię wciąż trwa, postanowiłam zrobić takie łatwe i oczywiście szybkie danie. Przyznam, że zainspirowałam się trochę przepisem Nikoli, który niedawno wam prezentowałam, aczkolwiek smak mojego dania jest zupełnie inny niż poprzedniczki.

TA - DAM!


Oto moje dzisiejsze danie. Nie ma nazwy, bo nie miałam weny żeby coś wymyślić ;) Powiem wam po prostu jak to zrobiłam. Kostkę sojową namoczyłam w bulionie i pogotowałam kilka minut, aż do miękkości. W tym, czasie na patelni podsmażyłam pora z papryką i cukinią. Po kilku minutach dorzuciłam kostkę sojową doprawiłam do smaku przyprawami (sól, pieprz, szczypta kminku, bo go uwielbiam i dodaję do czego tylko mogę oraz łyżka suszonej włoszczyzny), na koniec wrzuciłam makaron ryżowy i gotowe! Można powiedzieć, że jest to pyszne, błyskawiczne a zarazem jednogarnkowe danie, które zachwyciło cała rodzinę! Z moim dzieckiem włącznie, bo oczywiście wraca taka głodna z tego przedszkola, jakby ją tam głodzili.

Teraz napiszę wam kilka słów o tym dlaczego warto zajadać się cukinią. Po pierwsze - ma tylko 15 kcal w 100 g. Po drugie cukinia jest bardzo bogata w błonnik pokarmowy, a więc kolejna miotełka, którą pokochają wasze jelita. Cukinia to także potas, wapń, magnez w naturalnej dawce oraz witaminy: C, A i betakaroten. Jeszcze was nie przekonałam do wsuwania tego pysznego warzywka? Jeśli czas pozwoli i moja głowa nie zaszwankuje, to na pewno jeszcze zrobię zdjęcia moim cukiniowym obiadom. Spróbujcie! Naprawdę pyszne dania wychodzą z dodatkiem tej naszej niepozornej cukinii!

Read More




wtorek, 3 września 2013

Czy dzień drugi to zawsze masakra?

Boszzz, dziewczyny, co ja dzisiaj przeżyłam! Ma-sa-kra! A nie zapowiadało się.. moje dziecko wczoraj cały dzień przeżywało przedszkole, że tak fajnie było... że dziś znowu chce iść.. Rano, nawet mnie popędzała, że mam się szybciej malować, bo ona nie zdąży do przedszkola. Całą drogę biegła i ja musiałam razem z nią oczywiście, bo tak jej się spieszyło! Jak tylko się przebrała w szatni, weszłyśmy na salę... Ala się rozejrzała po dzieciach - praktycznie wszystkie płakały i co zrobiła? Uczepiła mi się na szyi i w płacz, żeby jej nie zostawiać. Po 15 minutach, poprosiłam panią, żeby ją ze mnie zerwała... oj trwało to trwało, nie wiedziałam, że dziecko może mieć tyle siły, ale jakoś się udało! Jak tylko wyszłam z sali zaczęłam uciekać- odwróciłam się- na szczęście nie byłam sama. Uff!


No ale dzień mam dzisiaj z głowy, pożytku w pracy nie ma ze mnie żadnego... już odliczam kiedy będę mogła ją odebrać. Ehh, ciężkie jest życie matki przedszkolaka!

Na pocieszenie powiem wam, że chudnę (hmm, to raczej na swoje pocieszenie... ale nieważne!)...
Stres zawsze odchudza! A ja, jak się stresuję, nie jem... dzisiaj się muszę zważyć, bo po ubraniach widzę, że sporo zrzuciłam. 

Dooobra idę... zastanawiać się czy jeszcze mi dziecko płacze czy już przestało ;)

A to moje rozkminy na temat przedszkola







PS. Mam nadzieję, że mój kierownik nie czyta tego bloga, bo jest święcie przekonany, że ja teraz pracuję... a jak widzicie moje dzisiejsze skupienie wynosi 0!
Read More




poniedziałek, 2 września 2013

Mama idzie do przedszkola...

Wiecie co, dziś zupełnie nie na temat będzie, sorry!
Dziś moje dziecko pierwszy raz poszło do przedszkola. Oczywiście ja bardziej przeżywałam niż moja córcia. Nie wiem po co, ale wzięłam sobie urlop... rano zaprowadziłam niuśkę do przedszkola i krążyłam w pobliskiej galerii handlowej przez te głupie 8 godzin, co 5 minut sprawdzając komórkę, bo umówiłam się z przedszkolanką, że jakby co - będzie dzwonić. Oczywiście- nie zadzwoniła.Co się okazało, moje dziecko poszło sobie na luzie do dzieci, bawiło się, samo przebrało, samo najadło i generalnie jak szło do przedszkola w podskokach, tak też wracało... ehh... dziewczyny- jeśli któraś z was będzie kiedykolwiek przeżywać pójście dziecka do przedszkola, to najpierw zastanówcie się dobrze, czy historie o histeriach mogą dotyczyć waszej pociechy. Nie wiem co sobie wyobrażałam, że dziecko, które jest na co dzień śmiałe, pewne siebie, samodzielne i nie daje sobie w piaskownicy napluć w kaszę, nagle pójdzie do przedszkola i będzie odstawiać cyrki? 
Jestem z niuśki naprawdę baaardzo dumna! MOJA KREEEW! Hehe..
Dzisiaj to ja dałam większą plamę niż ona, bo zapomniałam jej wziąć piżamy (taki wymóg, bo dzieciaki leżakują) i musiałam się wracać do domu (na szczęście mam blisko i to był jedyny pozytyw z tego, że wzięłam urlop). Ale to nic, opowiem wam teraz kilka "smaczków", które zapamiętam chyba do końca życia, hehe...
*
Wchodzimy na salę, mała się rozgląda, stanęła na środku i patrzy: w jednym kącie dziecko płacze, w drugim leży na podłodze i wali w nią pięściami, trzecie biega od drzwi do drzwi i szuka mamy... podchodzi do nas pani wychowawczyni i pyta:
-Jak masz na imię?
A niuśka myk, za mamę i się zawstydziła. Kucnęłam, chcę ją ośmielić, ale przez chwilę nie dało rady. Mówię do niej:
-Kochanie, to jest ta pani, o której ci mówiłam.
Mała nadal nic. Pani wyciąga rękę i chce się przywitać, a ta jeszcze bardziej się chowa, więc mówię jej cichutko na ucho:
-To jest Pani Gazela...(Mała uwielbia świnkę Peppę i tam jest przedszkolanka - Pani Gazela, wtajemniczeni wiedzą o co chodzi)
I moje dziecko nagle dostaje olśnienia:
-AAAaaaaa! No to ja jestem Ala!
I pooooszłaaaaa, do zabawek!
*
Nasza rozmowa po przedszkolu:
-Jak Ci się podobało w przedszkolu?
-Było super! Przedszkole to fajna sprawa!
-Masz jakieś koleżanki?
-Tak, jedną, bawiłyśmy się w herbatkę!
-A jak to się bawi w herbatkę?
-No tak: bierzesz herbatkę i się po prostu bawisz!
-A były jakieś dzieci smutne, które płakały?
-Tak, były...
-No i co ty robiłaś jak widziałaś, że one płaczą?
-No jak dziecko jest smutne i płacze, to trzeba do niego podejść i pocieszyć, znaczy się powiedzieć, żeby nie płakało, bo zaraz mama przyjdzie.
-I kogo ty tak pocieszałaś?
-Nikogo!
-Dlaczego? Bo ja nie mam zamiaru nikogo pocieszać!
-A samej ci się płakać nie chciało?
-Płakałam trochę...
-Tak a czemu?
-Bo pani mi kazała spać, a mi się spać nie chciało! Jutro jej powiem, że nie mam zamiaru spać i już nie będę płakać, tylko sobie po cichu leżeć...

No widzisz matka! Przedszkole wcale nie jest takie złe! "Pani Gazela" powiedziała, że dziecko się świetnie odnalazło wśród zabawek i innych dzieci, tylko ten bunt przed spaniem... ehh, zapomniałam powiedzieć, że Ala w dzień nie śpi już od jakiegoś czasu... chociaż wątpię, by to coś zmieniło. Przecież i tak nikt nie pozwoli jednemu dziecku latać po sali jak wszystkie inne śpią.
Wychodzi na to, że mam prawdziwą twardzielkę w domu! Jak na początku dnia przeraziła mnie mówiąc:
-Ja tego misia zabieram ze sobą do przedszkola, a jak mi go ktoś zechce zabrać, to go nabiję! (nie wiem skąd jej to do głowy przyszło, w życiu nie dostała ode mnie nawet klapsa! wolę stosować motywacyjne metody wychowania)
A podczas ubierania się w szatni, rozczuliła do łez:
-No wiesz co, już myślałam, że po mnie nigdy nie przyjdziesz!
Ehh, te dzieci..
Przepraszam, was, że taki post z dupy wzięty, ale musiałam to napisać! Jeszcze żyję tym dzisiejszym dniem! Musze więc trochę poprzeżywać, hehe
A tak odnośnie diety, to dziś do 15.00 nie jadłam NIC! Żołądek tak mi się zacisnął, że ledwo wlałam tam kawę ;)
To tyle na dziś...
AA! Nie, przepraszam, dla rozluźnienia, taki tam skecz...o wrednych (?) rodzicach:



Read More




Return to top of page
Powered By Blogger | Design by Genesis Awesome | Blogger Template by Lord HTML