Obserwatorzy

sobota, 5 października 2013

Jak wybrać najlepszą dietę dla siebie - Część Pierwsza

Hej dziewczyny! Jak wam mija weekend? U mnie bardzo pracowicie, dopiero wróciłam z uczelni, ale ponieważ były straszne nudy na zajęciach, w głowie piętrzyło mi się tysiąc pomysłów. Co zrobić na obiad? Jak się szybko uwinąć ze sprzątaniem? Jak się ubrać na wieczór... bo mam wychodne :) Umówiłam się z koleżanką na browarka i szczerze mówiąc już się nie mogę doczekać, bo dawno nigdzie nie byłam. NO! Oprócz takich prozaicznych zagadnień moje myśli w pewnym momencie znowu uciekły w stronę odchudzania. Zaczęłam się zastanawiać jak to się u mnie zaczęło. Na początku byłam szczupła... hehe, chyba każda z nas tak zaczyna, choć nie można uogólniać. Moje problemy z nadwagą zaczęły się właściwie po ciąży. W ciąży przytyłam około 30 kilo z czego 10 spadło jak za pstryknięciem palcami w chwilę po porodzie. Jednak te 20 kg zostało.. nie na długo, bo stopniowo wraz z upływem czasu chudłam. W końcu doszłam do pewnej wagi i tak już zostało. Ta waga (może nie będę tu podawać konkretów, bo popsuje sobie mój dzisiejszy humor) nie jest zadowalająca, bo wciąż zostało 10 nadprogramowych kilogramów, które bardzo chciałam zrzucić no i się zaczęło. Jedna dieta, druga dieta, Yo-Yo, znowu dieta Yo-Yo i tak w kółko. Skoro żadna z diet nie odchudziła mnie na dłużej, to zaczęłam się zastanawiać w czym tkwi problem. Najpierw stwierdziłam, że to dlatego, że nie ćwiczę. No cóż, mam chore kolana i kręgosłup wiec ciężko dobrać ćwiczenia, które odciążałyby jedno i drugie, a jednocześnie wymęczyły mnie na tyle by chudnąc z dietą. Przyznam się, że robię czasami brzuszki, ale to wszystko na co mogę sobie pozwolić, próbowałam już siłowni, ćwiczeń na sali aerobowej, ale potem bardzo długo to odchorowywałam, więc zaprzestałam ćwiczeń wysiłkowych. Skoro ćwiczenia nie są mi "pisane", w takim razie muszę popracować nad zmianą żywienia - pomyślałam i ograniczyłam ilość posiłków oraz wyeliminowałam z codziennej diety niektóre produkty. Nie jem pieczywa, słodyczy, przekąsek typu chipsy, staram się nie jeść makaronu, a jeśli już to tylko ten ciemny oraz nie pije piwa ( no tylko od okazji do okazji, dlatego pewnie moje dzisiejsze wyjście tak bardzo mnie cieszy). I wiecie co, to dało radę! Na początku nie było widać żadnych efektów przez dłuższy czas, ale czułam się lżejsza, nie miałam problemów z jak to się mówi kopką i generalnie byłam szczęśliwa. Jednak nie ma się co oszukiwać, eliminacja z jadłospisu tych kilku produktów nie zrobi nagle z wieloryba szprotki, więc po pewnym czasie znowu wróciłam do opcji DIETA. Tym razem jednak nie brałam się za pierwszą lepszą dietę jaka była "zalecana" przez popularne portale dla grubasów, tylko dobrze się zastanowiłam i poczytałam o rożnych dietach z których wybrałam najlepszą według mnie DLA SIEBIE. Te dziewczyny, które czytają mojego bloga od początku dobrze wiedzą, że była to dieta czekoladowa. Poczytałam o tej diecie troszkę na internecie, ale ponieważ to co przeczytałam nie usatysfakcjonowało mnie, postanowiłam kupić książkę. Dwadzieścia parę zeta to nie majątek, wiec zainwestowałam i nie żałuje, bo dzięki tej diecie schudłam 5 kilogramów w ciągu miesiąca i jak na razie nie widać, żeby był efekt yo-yo. Ja wiem, ze 5 kilo to żadna rewelacja, ale biorąc pod uwagę to, że była to pierwsza dieta na której nie czułam się niewolnikiem własnego ciała, to mój osobisty sukces! Dlaczego wybrałam ta dietę? Przytoczę tutaj może kilka zdań z książki, które przekonały mnie do tego, że dieta czekoladowa jest własnie dla mnie:

"Dieta prowadzi do samotności. Podczas gdy wszyscy dookoła jedzą tłuste i słodkie jak popadnie, my żujemy marchewkę. Człowiek popada przy tym w najdziwniejsze przyzwyczajenia. Jedni zaczynają psioczyć na wszystko i wszystkich, dlatego że nie mogą patrzeć, jak inni zajadają się ze smakiem...bardziej rozwiniętą forma tej zawiści jest podglądactwo ustne, czyli przymus przyglądania się innym jak spożywają posiłki..."

"Moja dieta czekoladowa to chudnięcie z przyjemnością, bo oferuje nam nie tylko zrównoważone odżywianie. Tu nie ma żadnych surowych przepisów, żadnego uciążliwego odważania i liczenia kalorii. Nie możesz też popełnić żadnego błędu. Temat jedzenia przestaje przykuwać twoja uwagę...Wszystko jest dozwolone, a dzięki pozytywnym właściwościom kakao twój organizm uczy się odzyskiwać równowagę. W którymś momencie nastąpi przełom i zaczniesz automatycznie tracić kilogramy. Oszczędzasz czas, pieniądze i zły humor.."

Źródło: "Dieta czekoladowa" Ruth Moschner.
Książkę tą kupiłam w sprzedaży wysyłkowej. TU macie linka, jakby ktoś chciał poczytać więcej.

I TO JEST ŚWIĘTA PRAWDA! Serio będąc na diecie czekoladowej przestałam się stresować tym, że mogę jeść czekoladę, przestałam patrzeć na siebie w lustro i widzieć ludzika michelin! Byłam szczęśliwa, bo chudłam i chudłam, bo byłam szczęśliwa! Ta książka ma jeszcze jedna fajna rzecz, na którą zwróciłam uwagę. Nie jest to jedynie poradnik, w którym motywuje się czytelnika do odchudzania, połowę książki stanowią przepisy na super pyszne dania, lekkie i naprawdę smaczne! Sprawdziłam to i dlatego mogę śmiało powiedzieć, że ta książka odmieniła moje życie i jadłospis całej mojej rodziny! :)
Ale dosyć tego zachwalania! Nie o tym miał być mój dzisiejszy post, a znowu zbaczam z torów ;)

Chciałam was dziewczyny zapytać jak wygląda wasza droga (przez mękę?), do idealnej figury? W jaki sposób wy się motywujecie, jak się odchudzacie? Jakie diety stosujecie i co decyduje o wyborze tej albo innej diety odchudzającej? Przyznam się wam, że ja na początku jak już pisałam, nie zastanawiałam się długo nad dietą. Po prostu - było głośno o Dukanie, to próbowałam się odchudzać z Dukanem, potem dieta South-Beach, no to dawaj szukać stron internetowych z tą dietą i jazda! Ale dziś już widzę, że to było idiotyczne posunięcie. Przecież każda z nas jest inna. Każda z nas prowadzi inny tryb życia. Na jedną będzie działać doskonale Dukan, a inna na tej diecie nabawi się rozstroju żołądka, albo co gorsza wrzodów. Dlatego ja, jeśli mogę wam coś doradzić, to radzę, jeśli już chcecie się odchudzać, poczytać dobrze o rożnych dietach i wybrać taką, która będzie dla was najlepsza, ale DLA WAS, a nie dla redaktorów z portali odchudzających, którzy będą wam wmawiać, że tak się teraz odchudza, bo taki jest trend!

Nie uważam się za żadną znawczynię diet, nie jestem już nawet na diecie, bo zamierzam powiększyć rodzinę i na tym teraz się skupiam, ale jedno wam mogę z czystym sercem podpowiedzieć: nie zaczynajcie diety bezmyślnie i nie kierujcie się wskazówkami, które przeczytacie na byle jakich stronach, bo to nic nie da. Autor na swojej stronie nie napisze wszystkiego! Nie tylko dlatego, że ograniczają go prawa autorskie, o które może się upomnieć osoba, która jest pomysłodawcą diety, ale także dlatego, ze po prostu się nie da napisać wszystkiego!

Zanim zdecydowałam się na dietę czekoladową przejrzałam, nie kłamiąc, chyba z 10 diet i to wcale nie tych NAJPOPULARNIEJSZYCH, ale tych o których własnie nie było głośno. Dlaczego? Bo mam wrażenie, że te wszystkie diety z okładek wcale nie odchudzają, tylko mają nam robić wodę z mózgu. Jak można zdrowo, podkreślam ZDROWO schudnąć jedząc samo mięso, albo żłopiąc tylko soki wielowarzywne? Przecież tak się nie da długo wytrzymać! A jak wrócimy do dawnego sposobu odżywiania, to wiadomo co będzie... a wrzody zostaną! 

Ten post to cześć pierwsza, takie wprowadzenie. W kolejnych powiem wam jakie jeszcze diety brałam pod uwagę (i dlaczego własnie takie) oraz jakie odpadły w finale wyboru najlepszej diety dla mnie :)

A na koniec, taki tam smaczek, powiem wam co dziś zrobiłam na szybki obiad.
Mój mąż to nazywa szybkim żarełkiem. Jak nie mam czasu robić wytwornego dania to robię sosik z kostka sojową do ryżu, kaszy albo makaronu jak kto woli. Danie dla spóźnionych i leniwych.

Pół pora smażymy na masełku, dodajemy startą na tarce marchewkę i kostkę sojową (którą wcześniej trzeba oczywiście z 10 minut podgotować, aby zmiękła), do tego ulubione przyprawy, trochę soli i pieprzu oraz pomidorki (żywe, albo z puszki, jak kto woli). 

I KONIEC :) Danie gotowe. 



Smacznego i czekajcie na cześć drugą! A ja tymczasem uciekam na ploteczki! :)
PA!




Zapisz się do newslettera!




Share this article!

2 komentarze:

  1. http://cwiczzemna0.blogspot.com/ zapraszam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem czy dobrze myśle, ale wydaje mi się, że nie da się tak w 100% wybrać diety pod siebie.

    OdpowiedzUsuń

Return to top of page
Powered By Blogger | Design by Genesis Awesome | Blogger Template by Lord HTML