Obserwatorzy

piątek, 23 sierpnia 2013

Dzień... Dobry?!

Dzisiejszy post miał być pod tytułem: „Jak wyleczyć się z chandry?”, ale nie będę długo o tym dziś nawijać…chyba, hehe
A więc z chandry najlepiej się wyleczyć w następujący sposób: mieć wspaniałego męża, który widząc żonę smutną budzi ją rano świeżo zerwanymi kwiatami.



Dobrze mieć przy swoim boku kogoś takiego jak Ty Skarbie! Dziękuję Ci J
No i w związku z tym mam dziś nastrój iście poetycki, romantyczny…
A to mój ulubiony kawałek na takich chwile jak ta:



Dobra! A teraz coś w temacie. Tak jak mówiłam zamierzam jutro cały dzień nic nie jeść. Ciekawe czy dam radę i co mi to w ogóle da, hehe. Jakby nie było postanowienie poczyniłam i teraz zamierzam dotrzymać słowa. Lubię eksperymenty, więc z entuzjazmem podchodzę również do tego… Obym tylko nie padła, bo jutro jestem cały dzień sama z dzieckiem.
Wiecie co, w sumie tak sobie myślę, że chyba nie powinno być jednak aż tak źle, bo ja odkąd jestem na tej czekoladowej diecie, to naprawdę niewiele jem. Rano wstaję około 6.00, w domu nie jem nic, potem po 8.00 w pracy piję kawę, śniadanie około 11.00. Około 13.00 jem jakiś obiad, który przynoszę sobie z domu w niewielkim pojemniczku. A to ryż z kurczakiem, a to kasza gryczana z warzywami… i tyle. W międzyczasie zdarza mi się, że jestem głodna, więc już sobie powiedziałam, że żadnych zapychaczy, tylko owoce suszone albo żywe. Wracam do domu, a tam jak dziecko mi zawiśnie na szyi, tak nie mam czasu do 17.00 na nic, czasem nawet nic nie pije, bo MUSZĘ SIĘ BAWIĆ. Ok 19.00 zaczynają się wieczorne rytuały czyli: wieczorna wścieklizna, kąpiel, czytanki itd… i nim się obejrzę jest 21.00. A o tej porze chociaż włącza mi się ssawa, to nawet już nie staram się nie jeść, tylko PO PROSTU NIE JEM! No i co, to dużo? Wydaje mi się, że nie, więc może ja przesadzam z tym, że nie dam rady się oczyścić w sobotę.. he?
Właśnie mi przyszło coś do głowy. Może nawet nie tyle przyszło do głowy, co właśnie mi się przypomniało, że w książce o diecie czekoladowej jest taka rada, aby prowadzić dzienniczek i każdego dnia zapisywać co się je. Może i ja powinnam coś takiego zastosować. Tylko kurcze, obawiam się, że jestem na tyle leniwa, że mi się nie będzie chciało… Muszę to przemyśleć. Dziewczyny, a może któraś z was prowadziła taki dzienniczek? Sprawdza się to czy szkoda czasu? Poradźcie coś!
Na koniec zrobiłam wam zdjęcie tego co dziś przyniosłam sobie do zjedzenia w pracy:




Sałatka (ryż, szynka konserwowa, kukurydza, cebulka słodka, papryka, ser żółty, natka pietruszki i sos: jogurt+ząbek czosnku+sos sojowy), dwie śliwki, pojemniczek malin oraz nektarynka.
Spróbujcie tej sałatki, jest pyszna!



Zapisz się do newslettera!




Share this article!

2 komentarze:

  1. Kurde, widzę, że ostatnio każda z nas ma jakąś chandrę. Też pisałam na blogu o tym. Szkoda, ze jeszcze nie mam męża, bo bardzo mozliwe, ze przywitał by mnie w podobny sposób :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co Ty mówisz, nie ma nic lepszego jak bycie singlem! :D

      Usuń

Return to top of page
Powered By Blogger | Design by Genesis Awesome | Blogger Template by Lord HTML